
– Potrzebuję trochę epinefryny – powiedział Kingsley. – Sprawa nie przedstawia się dobrze. Sądzę, że pacjent już od pewnego czasu nie żyje.
Jerry Donovan zastanawiał się, czy nie powiedzieć, że odniósł takie samo wrażenie, ale się powstrzymał.
– Proszę sprowadzić aparat EEG – polecił doktor Kingsley, kontynuując masaż serca. – Zobaczymy, czy mózg jeszcze pracuje.
Trudy podeszła do telefonu.
Doktor Kingsley wstrzyknął pacjentowi epinefrynę, co jednak nie miało żadnego wpływu na wskazania aparatu EKG. – Czyj to pacjent? – zapytał.
– Doktora Ballantine'a – odpowiedziała Pamela.
Pochyliwszy się nad Bruce'em, doktor Kingsley zajrzał w głąb otwartej rany. Jerry domyślił się, że dokonuje w tej chwili fachowej oceny pracy chirurga. Było powszechnie wiadome, że gdyby za poziom techniki chirurgicznej wystawiano oceny, to stosunek ocen przyznanych Kingsley'owi i Ballantine'owi wynosiłby w przybliżeniu 10:3, mimo że ten ostatni był szefem oddziału kardiochirurgii.
Nagle Kingsley uniósł głowę i spojrzał na studenta medycyny tak, jakby zobaczył go po raz pierwszy. – Na jakiej podstawie mógłbyś stwierdzić, że to nie jest przypadek bloku przedsionkowo-komorowego, doktorze?
Z twarzy studenta odpłynęła cała krew. – Nie wiem – wydusił wreszcie z trudem.
– Na swój sposób odważna odpowiedź – roześmiał się Kingsley. – Chciałbym mieć taką odwagę przyznać się, że czegoś nie wiem, gdybym był studentem medycyny. – Zwracając się do Jerry'ego, zapytał: – Jak zachowują się źrenice naszego pacjenta?
Jerry uniósł powieki Bruce'a: – Są nieruchome – odparł.
– Proszę przynieść jeszcze jedną ampułkę dwuwęglanu – polecił Kingsley. – Zakładam, że zaaplikowałeś mu wapno?
