– Kiedy to się stało? – zapytał Jerry.

– Znalazłam go w takim stanie pięć minut temu – odpowiedziała Pamela. – Nie mam pojęcia, kiedy mógł stracić przytomność. Nie było go na głównym monitorze. Skórę miał szarosiną.

Jerry skinął głową w milczeniu. Przez ułamek sekundy zastanawiał się nad celowością dalszych prób reanimacji. Podejrzewał, że u pacjenta nastąpiła już śmierć mózgu. Nie mógł się jednak zdecydować, co robić dalej – łatwiej było kontynuować to, co już zaczął.

– Potrzebuję dwóch ampułek dwuwęglanu i trochę epinefryny – burknął, biorąc z wózka rurkę dotchawiczą. Cofnąwszy się nieco, polecił Pameli, by wznowiła sztuczne oddychanie: po chwili wprowadził do krtani Bruce'a laryngoskop, a następnie założył rurkę dotchawiczą i umocował worek ambu, który połączył ze znajdującym się w ścianie źródłem tlenu. Postawiwszy stetoskop na piersi pacjenta, polecił przytrzymać go Peterowi, a sam zaczął rytmicznie naciskać worek ambu. Pierś Bruce'a natychmiast zaczęła się unosić.

– Wiemy przynajmniej, że drogi oddechowe są w porządku – powiedział jakby do siebie Jerry.

Tymczasem podano dwuwęglan i epinefrynę.

– Zaaplikujemy mu chlorek wapnia – zdecydował Jerry, obserwując jak twarz Bruce'a powoli przybiera normalny, różowawy kolor.

– Ile? – spytała Trudy, podchodząc do wózka reanimacyjnego.

– Pięć centymetrów sześciennych dziesięcioprocentowego roztworu – odpowiedział Jerry, a zwracając się do Pameli zapytał: – Na co chorował?

– Jest po bypassie – odparła. Rozpostarła kartę choroby, którą podała jej Rose. – Czwarty dzień po operacji. Stan dobry.

– Był dobry – poprawił ją Jerry. Skóra Bruce'a przybrała już niemal całkowicie normalną barwę, tylko źrenice były wciąż rozszerzone, a aparat EKG rysował wciąż tę samą prostą linię.



7 из 266