
– Nigdy nie protestowałaś. – Corbin poklepał córkę po ra¬mieniu. – I prawie nigdy nie narzekałaś. Wiem, że myślisz, że chciałem mieć syna, i masz rację. Ale wiedz, że nie wyobrażam sobie, że mógłbym mieć przez te wszystkie lata lepszego towa¬rzysza niż ty. Dziękuję ci, Sophie.
Dziewczyna przełknęła ślinę.
– Teraz narzekam. Wiesz, że mam w pracy bardzo ważny duży projekt. – Uśmiechnęła się. – Powinieneś to zrozumieć. Jeśli dobrze sobie przypominam, to sam bywałeś w takich okolicznościach nieźle spięty.
– To już historia – powiedział Corbin, wpatrując się w jezioro. – Boże, spójrz na ten zachód. Czyż nie jest piękny?
– Jest piękny – zgodziła się Sophie.
– Wart tego, żeby zostawić na chwilę ten cenny projekt?
– Nie. – Sophie uśmiechnęła się lekko. – Ale ty jesteś tego wart.
– Dobre i to. – Corbin roześmiał się. – Jestem inteligentny, mam poczucie humoru i poznałem tajemnicę życia. Dlaczego nie miałabyś się ze mną trochę poobijać?
– Właśnie.
Sophie zaczęła się przyglądać ojcu. Policzki miał zarumie¬nione dzięki opaleniźnie. Jego wysoka, umięśniona sylwetka nie wskazywała na sześćdziesiąt osiem lat, które skończył Corbin. Sophie pomyślała, że ojciec wygląda na szczęśliwego człowie¬ka. Nie było w nim śladu stresu, żadnych oznak zmęczenia.
– Dlatego też rzuciłam wszystko, żeby trochę z tobą po węd¬kować – powiedziała i po chwili dodała: – Stęskniłam się za tobą. Chciałam przyjechać w zeszłym miesiącu, ale znowu nie miałam czasu.
– Zawsze tak jest. Dlatego właśnie pięć lat temu wycofałem się z tego wyścigu szczurów. Ludzie są ważniejsi niż projekty. Każdy dzień powinien być przygodą, a nie kieratem. – Wes¬tchnął i niechętnie oderwał wzrok od zachodzącego słońca. – W przyszłym miesiącu wybieramy się z mamą na Bahamy. Chciałbym, żebyście pojechali z nami. Ty i Michael.
– Nie mogę… – Urwała, kiedy napotkała wzrok Corbina. Właściwie dlaczego nie? Jej rodzice nie stają się przecież coraz młodsi. Ojciec ma rację. Ludzie są ważniejsi niż projekty, szczególnie ci ludzie, których się kocha. – Na jak długo?
