
– Nie – ucięła Sophie, sprawdzając jednocześnie leki Elspeth. Alergie?
– Korona ci z głowy nie spadnie, jeśli z nim porozmawiasz. Zaproponował ci pracę, w której zarobisz w ciągu miesiąca ty le, ile tutaj, na uniwersytecie, w ciągu roku. Może da ci jeszcze więcej, skoro się tobą opiekuje. Ja bym od razu do niego zadzwoniła.
– A więc zadzwoń. Lubię tę pracę i ludzi, z którymi pracuję. Nie chcę pracować dla firmy farmaceutycznej.
– Kiedyś już to robiłaś.
– To było zaraz po studiach i to był błąd. Wydawało mi się, że będę mogła przez cały czas robić badania. Nic z tego. Teraz. jest lepiej, kiedy zajmuję się badaniami w wolnym czasie. – Zakreśliła jeden z leków na karcie Elspeth. – Poza tym tutaj nauczyłam się, jak radzić sobie z ludźmi, czego nie nauczyła¬bym się w laboratorium.
– Tak, jak Elspeth. – Kathy przyglądała się dziecku – Ona się cała trzęsie.
– Tak, od pięciu minut jest w fazie NREM. Już prawie koniec. – Odłożyła kartę choroby i poszła do pokoju badań. – Muszę zdjąć jej te przewody, zanim się obudzi. Nie chcę, żeby się przestraszyła. Będzie się bała, gdy nikogo przy niej nie będzie, jak się obudzi.
– Kiedy ma przyjść jej mama?
– O szóstej.
– To wbrew przepisom. Rodzice powinni odbierać dzieci zaraz po zakończeniu sesji, a ta kończy się o piątej trzydzieści – Do diabła z przepisami. Przynajmniej dba o dziecko na tyle, że zgodziła się na testy. Zostanę te pół godziny dłużej.
– Wiem – powiedziała Kathy. – Jeśli nie przestaniesz się przemęczać, sama zaczniesz mieć koszmary.
Sophie wyciągnęła ręce w stronę Kathy, jakby chciała odpędzić złe moce.
– Proszę, przyślij tutaj matkę Elspeth, jak tylko się zjawi.
Kathy zaśmiała się cicho.
– Przestraszyłam cię, co?
– Tak. Nie ma nic gorszego niż nocne koszmary. Wierz mi. Wiem coś o tym.
Powiedziawszy to, Sophie weszła do pokoju, w którym leżała Elspeth. Zdjęcie przewodów trwało tylko kilka minut. Dziew¬czynka miała ciemne włosy tak, jak jej matka. Jej oliwkowa, gładka skóra była teraz zaróżowiona od snu. Patrząc na nią, Sophie poczuła znajome ciepło.
