Pewnego dnia zobaczył głupawego dzieciaka grającego na flecie i zbierającego datki, wtedy właśnie wpadł na pomysł. Zadziwiający pomysł. Nagle wszystko się połączyło. Szczury, flet, chłopak wyglądający na głupka…

— Cześć, głupku! Co byś powiedział na zbicie fortu… nie, spójrz w dół…


* * *

Wstawał świt, kiedy koń zbójcy dojechał do skraju lasu. Tutaj się zatrzymał.

W dolinie płynęła rzeka, za nią widoczne były zarysy miasta.

Maurycy wygramolił się z przytroczonego do siodła saku i przeciągnął się. Chłopak wyglądający na głupka pomógł szczurom wydostać się z drugiej torby. Spędziły podróż w niewygodnym towarzystwie pieniędzy, ale wolały to, niż jechać w jednej torbie z kotem. Były jednak zbyt grzeczne, by o tym wspomnieć.

— Jak nazywa się to miasto, chłopcze? — zapytał Maurycy, siadając na skale i spoglądając w dół. Za jego plecami szczury kolejny raz przeliczały pieniądze, układając je w stosy obok skórzanej torby. Robiły to każdego dnia. Było coś takiego w Maurycym, że — choć nie miał kieszeni — czuło się konieczność codziennego sprawdzania stanu kasy.

— Nazywa się Lśniący Zdrój — odparł chłopiec, sprawdzając w przewodniku.

— Aha… czy powinniśmy tam jechać, jeśli trzeba zejść z drogi, by się tam dostać? — zapytała Ślicznotka, odrywając się od liczenia.

— No, Zdrój nie oznacza, że trzeba zejść z drogi — wyjaśnił Maurycy. — To słowo oznacza źródło.

— Więc powinno nazywać się Lśniące Źródło, czyż nie? — zapytał Obwarzanek.

— Nie, nie, mówią Zdrój, ponieważ… — zadziwiający Maurycy zawahał się, ale tylko przez chwilę — kąpiel w tym źródle jest zdrowa, rozumiecie? To bardzo schowane miejsce. W pobliżu nie ma żadnych innych źródeł. I oni są ze swojego bardzo dumni. Pewnie nawet trzeba kupić bilet, żeby je zobaczyć.



8 из 197