
– Nie zabijaj – gość odezwał się po polsku, tyle że z bardzo dziwnym akcentem. – Jestem historykiem. Ja tu z własnej woli.
– Historyk – mruknął Jakub. – Ja tam nauczycieli nie lubię. Wnuka mi w szkole gnębią.
Nabił strzelbę dwoma nowymi pociskami. Tym razem były to naboje na dzika. Wiadomo, nie jest łatwo zabić agenta KGB…
– Ja nie jestem nauczycielem – wydarł się leżący. – Ja prowadzę badania historyczne!
– Tutaj? – Wędrowycz parsknął śmiechem. – A ta budka to co, przerzutnik zeroprzestrzenny do teleportacji?
– Właściwie nie powinienem mówić – gość z niepokojem popatrzył w wylot lufy.
– Czekaj… Jesteś historykiem i przyleciałeś badania robić, ubrany jesteś jak strach na wróble, gadasz niby po naszemu, ale dziwnie, znaczy, że to wehikuł czasu.
– Wolimy nazwę komunikator czasoprzestrzenny – facet starał się nadać swojemu głosowi maksymalnie dużo godności.
– Wstawaj, wstawaj – zezwolił egzorcysta, – bo jeszcze pomyślisz, że u nas, w dwudziestym wieku, gości się po podłodze tarza… A więc, jaki jest temat twojej pracy?
– Spisuję historię rządów Macieja Wędrowycza i w tym celu chciałem poznać też jego przodków…
Usiadł przy stole na krześle. Jakub podsunął mu musztardówkę.
– A to już słyszałem, że mój wnuk będzie przywódcą ludzkości – powiedział.
Gość ze zdumienia wytrzeszczył oczy.
– No, przylazł tu kiedyś taki goły kulturysta, mówił że jest uczniem od szewca… A, o – wskazał dłonią przez okno.
Metalowy, mocno już zardzewiały kościotrup stał na polu w charakterze stracha na wróble.
– Prawdziwy terminator! – zdumiał się historyk. – Nie wiedziałem, że któryś został wysłany do tej epoki.
– Do rzeczy – egzorcysta sprowadził go na ziemię.
– Czego chcesz się dowiedzieć?
Nalał do szklanki bimbru. Gość łyknął i zakrztusił się.
– Co to jest? – zapytał podejrzliwie.
– Bimber, zajzajer, berbelucha. Nie znacie tego?
