
Teresa zdjęła płaszcz i powiesiła w szafie. Jej sekretarka, Marsha Devons, rozmawiała przez telefon z drugiego pokoju, Teresa rzuciła się więc do swojego biurka w poszukiwaniu jakiejś notatki, czegokolwiek, choćby sugestii, która poszerzyłaby jej wiedzę. Nie znalazła jednak niczego poza stosem kartek z chaotycznie zanotowanymi informacjami.
– W "chacie" jest narada – zawołała Marsha, odłożywszy słuchawkę.
Stanęła w drzwiach. Była małą kobietą o kruczoczarnych włosach. Teresa ceniła ją za inteligencję, kompetencję i intuicję, czyli za to, czego brakowało czterem poprzednim sekretarkom. Teresa postępowała ze swoimi podwładnymi bez skrupułów, oczekiwała od nich zaangażowania i osiągnięć równych własnym.
– Dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie? – zapytała Teresa.
– Dzwoniłam, ale już pani nie było – usprawiedliwiła się sekretarka.
– Kto jest na spotkaniu? – warknęła Teresa.
– Zadzwoniła sekretarka pana Heatha. Nie powiedziała, kto został zaproszony, tylko że panią również proszą o przybycie – wyjaśniała Marsha.
– Czy zdradziła choć słowem, czego dotyczy spotkanie?
– Nie – odpowiedziała krótko sekretarka.
– Kiedy się zaczęło?
– Telefon był o dziewiątej.
Teresa chwyciła za słuchawkę i wystukała numer Colleen Andersen. Colleen była najbardziej zaufanym kierownikiem artystycznym Teresy. Kierowała zespołem realizującym zamówienie National Health Care.
– Wiesz coś o spotkaniu w "chacie"? – zapytała Teresa natychmiast, gdy Colleen zgłosiła się po drugiej stronie.
Nic nie wiedziała, poza tym że się odbywa.
– Cholera! – zaklęła Teresa, odkładając słuchawkę.
– Czy coś się stało? – zapytała zaniepokojona Marsha.
– Jeżeli przez cały ten czas jest tam Robert Barker, to mamy problem. Ten kutas nie odpuści żadnej okazji, żeby mi dołożyć.
