
– Ufryzowane małe kobietki?! – powtórzyła oburzona.
– Droga pani, to nie ja jestem nie na czasie, ale pani, mała kobietka, której myśli kręcą się jedynie wokół fatałaszków i fryzur. Założę się, że nigdy nie zastanawiała się pani, co znajduje się pod maską samochodu.
– Wydaje mi się, że powiedzieliśmy sobie już wszystko, co było do powiedzenia – Lee wycedziła przez zaciśnięte zęby.
– Zgadzam się w zupełności. Proszę, oto moja wizytówka, na odwrocie jest nazwa firmy, w której ubezpieczyłem auto. Niech pani poprosi męża, żeby się ze mną skontaktował. Proponuję, żeby pani również podała mi swoje dane, tak byśmy mogli za chwilę wsiąść do naszych samochodów i od tej pory trzymać się od siebie z daleka.
– Niczego więcej nie pragnę – odburknęła. – Proszę, oto moją wizytówka, z nazwą firmy ubezpieczeniowej, w której mam polisę. Znajdzie pan też na niej mój adres domowy oraz adres i telefon firmy, której jestem właścicielką. – Te ostatnie słowa wymówiła z nie ukrywaną satysfakcją w głosie. – A teraz byłabym wdzięczna, gdyby pan usunął mi z drogi swoje auto.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła w kierunku swego samochodu. Gdy wsiadła, spostrzegła, jak Phoebe z zainteresowaniem czyta jej wizytówkę. Włączyła silnik i oczekując na wolną drogę, spojrzała na otrzymaną karteczkę.
– Daniel Raife – przeczytała półgłosem.
Za nazwiskiem znajdowało się kilka robiących spore wrażenie tytułów. Nic dziwnego, że facet był taki rozjuszony, gdy spytała, czy skończył podstawówkę.
Gdy auto Daniela Raife’a mijało ją powoli, miała okazję przyjrzeć się dumnemu profilowi jego właściciela. Siedząca obok Phoebe miała bardzo zaaferowaną minę i patrzyła na Lee z niebotycznym zdumieniem.
