Torba została opisana jako dość duża, chyba ciężka, wypchana i w zielonym kolorze. Nic z niej nie wystawało i co zaraza w niej wyniosła, nie dawało się odgadnąć, ale mogły to być owe ukradzione papiery. Podporucznik zaczął kręcić, rozpaczając nad niefartem. Że też nikt inny tej gangreny nie widział, może ktoś ją zna, skoro tu kiedyś bywała, przynajmniej z widzenia! Jakiś sąsiad, może cięć! Poza tym, o ile wie, w te przykrości papierowe zamieszani byli sami mężczyźni i ani jednej kobiety, więc dziwi się przeraźliwie i dostrzega same okropne problemy!

Baba znów się odrobinę zawahała. Miotała nią wyraźna rozterka, usadzić wietrzną ospę, czy wyjawić pełnię wiedzy. Wiedza stanowiła punkt honoru, a nieboszczykowi zaszkodzić już nie mogła, z drugiej znów strony okazja załatwienia rywalki pojawiła się niepowtarzalna. Zaparła się z niej skorzystać.

– Jak raz makaron mi wykipiał – rzekła sucho i pozornie od rzeczy. – Nic nie wiem, żeby kto inny był, tylko ona. A jak poszła, to on już nie był żywy. Powiesić trzeba, żeby z piekła nie wyjrzała, takiego mężczyznę zabić…!

Na moment głos się jej załamał i podporucznik zrozumiał, że pod scenicznym makijażem i szopą lakierowanych pukli wrą wielkie namiętności. Wszystkie przebijała nienawiść do wietrznej ospy i zarazy. Pośpiesznie i z dużym zapałem zgodził się, iż zarzucone już dość dawno włóczenie końmi i biczowanie pod pręgierzem należałoby dla niektórych osób przywrócić w pełnej krasie. Baba ujrzała jakiś rodzaj pokrewieństwa dusz i wyzbyła się wrogości, ale na pełną szczerość nie poszła. Dwie osoby widziała, zarazę i jego, a więcej nic nie wie.

Podporucznik dałby się zabić za to, że coś tu się działo. Plątał się ktoś więcej, może denat pokazał się żywy, może nastąpiło coś jeszcze innego, ale nie miał sposobu wydrzeć całej prawdy z zaciętej megiery. Wszystkie siły ześrodkowała na jednym donosie, możliwe, że trafnym, ale niedostatecznie udokumentowanym. W dodatku prowadziła własne dochodzenie.



12 из 223