
Ani chybi, najemniczka, zdecydował, z owym Eweinrenem w Tragance zmówiona.
– Być może masz rację – przyznała wreszcie kobieta. – Być może pójdę do twojej bogini. Jeśli zaś idzie o imię, jak je nazywacie? – położyła na dłoni metalową gwiazdkę, którą zabiła tragańskiego pana.
– Szarka, szarotka – podsunął Twardokęsek. Nie wiedzieć czemu, wydało mu się, że przez jej twarz przesunął się cień.
– Więc nazywajcie mnie Szarka. A jego gdzie w ciemnicy dobrze zawrzyjcie – wskazała na Twardokęska. – Jeszcze z nim nie skończyłam.
Dwóch rzezańców bogini o gładko wygolonych czaszkach zaprowadziło Twardokęska do niewielkiej, ciemnej klitki. Poprzez okienko u powały zbójca widział schody, prowadzące do grot, gdzie Fea Flisyon oczekiwała nowego dri deonema. Jednak, choć z całych sił wytężał wzrok, nie zdołał dostrzec Szarki.
* * *
– Jakoż się to dziwnie po świecie plecie – zacmokał ze zdumieniem Mroczek. – Żebyś ty, Twardokęsek, słyszał ile deliberowano, jakim sposobem ta twoja dziewka doszła do obręczy dri deonema. Jak się spierano, po co ją sobie Fea Flisyon upatrzyła. Ot, knowania, ot, spiski tajemne! Cała tajemnica taka, że tyś ją za norhemne wziął i na rzeź posłał – pokręcił głową. – Zdałoby ci się raczej gdzie przytaić. Ziemi szmat kupić i kapustę sadzić, nie bogom przed oczy leźć. Ale polazłeś. Dziewce obręcz na łeb wepchnąłeś. Suty gościniec. Ażeśmy od tej twojej nagłej hojności mało nie sczeźli.
Zbójca nie odpowiedział. Popatrzył na rozciągniętą na szrobie wiedźmę. Głowa opadła jej na bok, ale oczy miała przytomne, połyskiwały spoza na wpół uchylonych powiek. Słuchała. Bo też nigdy jej nie rzekłem, pomyślał nagle Twardokęsek, jak to się wszystko zaczęło. Jakeśmy się z Szarką na wyspie Zaraźnicy spotkali.
