Ano, pomyślał Twardokęsek, nie kochają was, bo się od wieków, ścierwa, lichwą bawicie, pieniądz pod zastaw pożyczacie. W księstwach Przerwanki co drugi panek tyle jeno ma, co na siedzisku gacie, bo reszta kwitami Zaraźnicy przypisana. Nie dziwota, że co się miesiąc odmieni, nowy gdzieś tumulcik: a to kapłana na drodze tałatajstwo poturbuje, a to znów pod kantorek Fei Flisyon ogień kto podłoży i owe listy zastawne zgrabnie z dymem puści. Ale gdyby mi owo pisanie, co nim Mierosz dziewkę obdarował, w ręce trafiło, myślał dalej, wiele by człek dokazał. Dziewek po miastach dosyć. Żadna sztuka w szatki norhemnów którą przyodziać, miecze dwa przydać i do kantoru Zaraźnicy posłać, żeby prosiła przyobiecanej pomocy. I sakiewki sowitej. Albo i całego worka.

Szyper stał przy burcie, beznamiętnie dłubiąc paznokciem w zębach.

– Bydlę do ładowni – burknął. – I wy też, panno. Ludzie będą mi lepiej pracować, jak zejdziecie z widoku.

Był to prosty, by nie rzec prymitywny, statek. Szarka ułożyła się na skąpej wiązce słomy, okręciła kraciastym kocem i zaraz usnęła. Zbójca ostrożnie przysiadł obok. Z początku myślał o listach, ale, ponieważ bezwstydnie leżała obok, z głową na szyi skrzydłonia i długimi, szczupłymi palcami wplecionymi w jego czarną grzywę – jej włosy przybrały barwę rdzy, choć pamiętał, że podczas wędrówki przez miasto połyskiwały niczym ciemne złoto – wkrótce zapomniał o listach do kantorów, chcąc jedynie jak najszybciej rozsznurować jej kubrak i rozsunąć szeroko uda.

Nie otwierając oczu, odepchnęła go i sennie powiedziała:

– Twardokęsek, następnym razem złamię ci rękę. Obudź mnie, kiedy inni wejdą na pokład. Obudź, ale nie dotykaj. Nie lubię tego.

Mamrocząc pod nosem, usadowił się jak najdalej od niej, solennie przekląwszy własną głupotę.

Nie wytrzymał długo pod pokładem, oj, nie. I to wcale nie za przyczyną Szarki. Ku uciesze załogi zawisł na burcie i rzygał bez końca. Podobno pomaga, jeśli człowiek napije się słonej wody. Twardokęskowi nie pomogło.



32 из 294