— Niania mi opowiadała — wtrącił wicehrabia Skater — że prawdziwy król potrafi wydobyć miecz z kamienia.

— Tak, tak. I wyleczyć łupież — mruknął lord Rust. — To tylko legenda. Nie naprawdę. Nawiasem mówiąc, ta opowieść zawsze mnie dziwiła. Niby co jest takiego skomplikowanego w wyciągnięciu miecza z kamienia? Największa trudność została już pokonana. Jeśli ktoś chce się do czegoś przydać, powinien najpierw poszukać tego miłego człowieka, który wbił miecz w kamień, prawda?

Zabrzmiały pełne ulgi śmiechy. Tyle Edward zapamiętał. Wszystko skończyło się śmiechem. Nie z niego, być może, ale należał do ludzi, którzy śmiech przyjmują bardzo personalnie.

Dziesięć minut później dziedzic rodu d’Eathów został sam.

Byli tacy uprzejmi… Iść z duchem czasu! Oczekiwał od nich czegoś więcej. O wiele więcej. Miał wręcz nadzieję, że porwie ich za sobą. Wyobrażał sobie, że dowodzi armią…

Blenkin zjawił się, z szacunkiem powłócząc nogami.

— Odprowadziłem ich, panie Edwardzie — oznajmił.

— Dziękuję ci, Blenkin. Możesz sprzątnąć ze stołu. — Tak, panie Edwardzie.

— Gdzie się podział honor, Blenkin?

— Nie wiem, proszę pana. Ja go nie brałem.

— Nie chcieli słuchać.

— Nie, panie Edwardzie.

— Nie chcieli słuchać…

Edward siedział przy gasnącym palenisku, z wytartym egzemplarzem „Sukcesji Ankh-Morpork” Udgryzjela na kolanach. Martwi królowie i królowe patrzyli na niego z wyrzutem.

I tutaj wszystko mogłoby się skończyć. Właściwie nawet skończyło się w tym miejscu, w milionie innych wszechświatów. Edwardowi d’Eath przybyło lat, a jego obsesja zmieniła się w rodzaj książkowego szaleństwa z tej odmiany, która używa rękawiczek z obciętymi palcami i ciepłych bamboszy. Stał się ekspertem od królewskich rodów, choć nikt o tym nie wiedział, gdyż rzadko opuszczał swoje pokoje. Kapral Marchewa został sierżantem Marchewą, a w odpowiednim czasie — mając lat siedemdziesiąt — zginął na posterunku wskutek nieprawdopodobnego przypadku, w który zamieszany był mrówkojad.



12 из 294