Magnus zacisnął zęby i stanął zrezygnowany.

– Co tu się stało? – spytał. – Kto tam leży?

– Dwaj chłopi, którzy nie byli w stanie opłacić kolejnego, trzeciego już podatku, nałożonego na nich w przeciągu krótkiego czasu. Nie mieli więcej inwentarza ani zapasu plonów. Poborca podatkowy zagroził, że odbierze im zagrody, a wtedy stracili panowanie i zaatakowali go.

– Trudno im się dziwić! – wybuchnął Magnus poruszony do żywego. – Te podatki są nieludzkie! I co dalej?

Henryk zniżył głos.

– Buntowników zadźgano, a von Litzen zabronił ich pogrzebać. Mają tam zostać jako żer dla drapieżnego ptactwa.

– Właściwie kto to?

– Ten biedak Mads, oczywiście, i… i Peter ze Svartjordet!

Dopiero teraz Magnus spostrzegł, że milczący Endre siedzi ze zwieszoną głową i zaciska dłonie w pięści.

– Ależ to ojciec Endrego! – krzyknął. – Jego ojciec!

– Cii… – powstrzymał go Henryk.

Magnus siląc się na spokój zapytał:

– Co zamierzacie uczynić?

– Mamy tego dość! – powiedział stanowczo Henryk. – Wykurzymy ze wsi tego duńsko-niemieckiego sługusa! W nocy zamierzamy uderzyć szturmem na pałac zagarnięty przez podstępnego barona. Przyłączycie się do nas?

– Tak, idziemy z wami! – rzekł Magnus zdecydowanie.


Północ nadeszła mroczna i cicha. W kierunku posiadłości zajmowanej przez von Litzena, prawdziwego pałacu, leśnym duktem ciągnął długi sznur mężczyzn. Posuwali się bezgłośnie pod osłoną drzew, uzbrojeni w co kto znalazł w swej ubogiej zagrodzie. Prymitywna, ale skuteczna broń. W oczach tych ludzi odbijały się determinacja i nienawiść, wywołane wieloletnim uciemiężeniem.

Zostało ustalone, że nikt spośród mieszkańców pałacu nie może ujść z życiem. Tylko w ten sposób sprawcy nocnego napadu nie zostaną rozpoznani i to pozwoli im unieść głowy, gdy król Christian zechce pomścić śmierć swego urzędnika.



6 из 147