
— Spójrzcie na to! — zawołał Kojot. Między kolejnymi rzutami przemawiał do nich typowym dla siebie emfatycznym angielskim. Jego słowa niemal płynęły, brzmiały jak nieskończona, piękna pieśń: — Wy, dzieci, żyjecie w sposób najlepszy z możliwych. Większość ludzi to tylko trybiki w wielkiej machinie świata, a wy naprawdę uczestniczycie w narodzinach nowej rzeczywistości! To nie do wiary! Spotkało was prawdziwe szczęście, wierzcie mi! Nie rozumiecie tego, ponieważ nie macie porównania. A równie dobrze moglibyście się przecież urodzić w jakimś pałacu, w więzieniu albo w slumsach Port of Spain, ale mieszkacie tu, w Zygocie, sekretnym sercu Marsa! Cóż, wiem, że w tej chwili żyjecie niczym krety zagrzebane w ziemi, a nad wami krążą sępy, gotowe was zjeść, ale nadejdzie dzień, kiedy przejdziecie się swobodnie po tej planecie wolni od wszelkich więzów. Zapamiętajcie to, co wam mówię, ponieważ to prawdziwe proroctwo, moje dzieci! A tymczasem podziwiajcie to piękne miejsce, ten cudowny, mały lodowy raj.
Kojot podrzucił lodowy okruch pod kopułę, a wszystkie dzieci zaczęły za nim śpiewnie powtarzać:
— Lodowy Raj! Lodowy Raj! Lodowy Raj!
Aż wreszcie nie mogły się powstrzymać i jedno po drugim wybuchnęły śmiechem.
Tej nocy Kojot, przekonany, że nikt go nie słyszy, powiedział do Hiroko:
— Roko, musisz zabrać dzieci na zewnątrz i pokazać im świat. Nawet, jeśli mają go zobaczyć tylko pod kapturem mgły… Te dzieci są jak krety, zagrzebane w ziemi, na litość boską!
To powiedziawszy, ponownie odjechał, nie wiadomo dokąd, gdzieś daleko, może udał się w jedną ze swoich tajemniczych podróży do innego świata, tego, który znajdował się nad nimi.
Przez kolejnych kilka dni Hiroko przychodziła do osady uczyć dzieci. Dla Nirgala oznaczało to najszczęśliwszy okres w życiu, bowiem Japonka zawsze zabierała ich na plażę, a wyprawa z nią w to miejsce była jak dotyk boga. Ten świat należał do niej — zielony świat wewnątrz białego świata, o którym wiedziała wszystko; a kiedy w nim przebywała, subtelne, perłowe kolory piasku i kopuły pulsowały barwami obu światów naraz, jak gdyby próbowały się wyrwać z krępujących je więzów.
