
Tharmy w gwiazdach mogą patrzeć z przyjemnością w dół, na łowcę; lecz jest to zimny wzrok, który nie wznieci ognia.
Burza dobiegała końca, uchodziła nad morze. Strugi deszczu spadały na dalekie uruketo, zasłaniały je. Nagle pojawiło się znowu, gdy fala deszczu minęła. Jego ciemna sylwetka na tle spienionych fal była coraz dalej. Wiszące nisko wieczorne słońce przebijało się przez pękające chmury, oblewało uruketo rdzawym światełm, podkreślało sterczącą wysoko płetwę. Potem zwierzę zniknęło w gęstniejącym mroku. Herilak stał w wodzie i potrząsając włócznią, krzyczał głośno i gorzko:
— One też powinny były zginąć, wszystkie, żadne nie powinno uciec!
— Koniec z zabijaniem — odparł ze znużeniem Kerrick. — Już po wszystkim, zrobione, zakończone. Wygraliśmy. Wybiliśmy murgu, spaliliśmy ich miasto. Wskazał na dymiące w tyle drzewa. — Masz swą zemstę. Za każdego zabitgo ze swego sammadu spaliłeś dwudziestkę murgu. Zrobiłeś to. Za każdego martwego łowcę, kobietę, dziecko zabiłeś murgu. To dość. Teraz musimy zapomnieć o zabijaniu i pomyśleć o życiu.
— Rozmawiałeś z jednym z nich, pozwoliłeś mu uciec. Drżała mi ręka z włócznią — nie zrobiłeś dobrze.
Kerrick świadom był jego gniewu, sam też zaczął się wściekać, lecz panował nad sobą. Wszyscy byli zmęczeni, bliscy wyczerpania po całym dniu działania. Pamiętał też, iż Herilak wypełnił jego rozkaz i nie zabił Enge, gdy z nią rozmawiał.
— Wszystkie murgu są dla ciebie takie same, wszystkie należy zabić. Ale ta jedna — była moją nauczycielką — ta jedna różni się od pozostałych. Mówi tylko o pokoju. Gdyby murgu jej posłuchały, uwierzyły jej, mogłoby to zakończyć tę wojnę…
— One wrócą, wrócą by się zemścić.
Gniew nie opuścił jeszcze wielkeigo łowcy, groził lepiącą się od krwi włócznią znikającemu, zwyciężonemu nieprzyjacielowi.
