
Rzecz jasna, że taka cywilizacja nie miała żadnej historycznej perspektywy, ale wtedy pojawili się Wędrowcy. Po raz pierwszy, o ile nam wiadomo, aktywnie zaingerowali w wydarzenia na obcej planecie. Teraz już można uważać za stwierdzone, że udało im się ewakuować przeważającą część ludności Nadziei przez tunele międzyprzestrzenne i najprawdopodobniej uratować. (Dokąd wyprowadzono te miliardy nieszczęsnych, chorych ludzi, gdzie się obecnie znajdują i co się z nimi stało — oczywiście nie wiemy i najpewniej dowiemy się nieprędko).
Abałkin uczestniczył tylko w samym początku operacji „Wymarły Świat”, i rola, którą mu wyznaczono, była wystarczająco skromna. Chociaż jeżeli spojrzeć na to z innego punktu widzenia, był pierwszym (i na razie jedynym) Progresorem-Ziemianinem, któremu zdarzyło się pracować w parze z przedstawicielem niehumanoidalnej rozumnej rasy.
Przeglądając to sprawozdanie stwierdziłem, że Abałkin wymienia tam sporo nazwisk, ale odniosłem wrażenie, że dla mnie interesujący może być tylko Szczekn. Wiedziałem, że na Ziemi przebywa obecnie misja Głowanów, i chyba warto się dowiedzieć, czy nie ma wśród nich tego Szczekna. Abałkin pisał o nim tak ciepło, że nie wykluczałem możliwości przyjacielskiego spotkania. W tym momencie miałem już odnotowane w pamięci, że Abałkin miał szczególny stosunek do „braci mniejszych” — Głowanom poświęcił kilka lat życia, na Gigandzie został psiarzem… i w ogóle…
