
Tu nie wystarczy żadne przygotowanie teoretyczne, nie wystarczy modelowanie sytuacji, trzeba samemu przejść przez zmierzch moralności, zobaczyć coś niecoś na własne oczy, boleśnie osmalić własne skrzydła, uzbierać parę dziesiątków niewesołych wspomnień, żeby wreszcie nawet nie tyle rozumieć, co wtopić we własny światopogląd to ongiś bardzo trywialne przekonanie, że owszem, istnieją istoty rozumne znacznie, nieporównywalnie gorsze od ciebie, jakimkolwiek jesteś… Wtedy i tylko wtedy uzyskujesz umiejętność dzielenia innych na swoich i obcych, podejmowania błyskawicznych decyzji i potrafisz już najpierw działać, a dopiero potem analizować.
Moim zdaniem, to właśnie jest najistotniejsze u Progresora — umiejętność podziału na swoich i obcych. A właśnie za to na Ziemi odnoszą się do nich z entuzjastycznym lękiem i z lękliwym entuzjazmem, ale najczęściej podejrzliwie i z lekkim wstrętem. I nic na to nie można poradzić. Wszyscy to muszą jakoś znieść — i oni, i my. Ponieważ nie ma wyboru — albo będą Progresorzy, albo też Ziemia nie ma po co wtrącać się w sprawy pozaziemskie… Na szczęście zresztą my w KOMKON-ie 2 wystarczająco rzadko mamy do czynienia z Progresorami.
Przeczytałem radiogram, a następnie uważnie przeczytałem go po raz drugi. Dziwne. A więc Ekscelencja jest zainteresowany głównie niejakim Tristanem, czyli Loffenfeldem. Po to aby się dowiedzieć czegoś o tym Tristanie, wstał dzisiaj o świcie i, mało tego, jeszcze wyciągnął z łóżka naszego Słonia, który jak wszyscy wiedzą, kładzie się spać z kurami…
I jeszcze jedna rzecz nader dziwna — można pomyśleć, że z góry przewidział, jaką otrzyma odpowiedź. Wystarczyło mu zaledwie piętnaście minut, aby podjąć decyzję w sprawie poszukiwań Abałkina i przygotować dla mnie teczkę z jego papierami. Wygląda na to, że miał tę teczkę pod ręką…
