
– Każdy ma coś do stracenia, Jack.
– Patrzysz na świat przez pryzmat własnej osoby, moja droga. Nie wszystkie losy układają się tak samo. Są ludzie, którzy już stracili wszystko, co było im drogie. Johns miał żonę i dziecko. Dziecko zginęło w wypadku samochodowym, którego sprawca zbiegł, żona zaś popełniła samobójstwo na dwa lata przed jego uwolnieniem. Tak więc on także zalicza się do tej grupy. Osobista tragedia może człowieka złamać, może też dać mu swoiste poczucie wolności. Myślę, że to właśnie stało się z Johnsem. Usłyszysz o nim krańcowo sprzeczne opinie: z jednej strony uprzejmy, zaangażowany, serdeczny, z drugiej bezwzględny, brutalny i zimny. Dla swoich zwolenników jest kimś na kształt Boga. To żywa legenda i chyba nikt nie zna go naprawdę, od podszewki.
– Widzę, że sporo wiesz na jego temat.
– Zainteresował mnie. Czytałem jego książkę, widziałem, jak przemawia, poszperałem też trochę w archiwach, zanim poprosiłem cię tutaj. Na swój sposób Johns jest równie skryty jak ty. Możliwe, że czegoś się od niego nauczysz. A w każdym razie stworzysz głośny artykuł, w którym twój talent zabłyśnie pełnym blaskiem.
– Wiesz, że nie mogę ryzykować rozgłosu – wahanie Keshii znów skrzepło w żelazny opór.
– Czyżbyś postanowiła umrzeć w zapomnieniu?
– Nie chodzi mi o zapomnienie, lecz o anonimowość. Spokój ducha. Omawialiśmy to już wiele razy.
– W teorii. Ale nie w praktyce – nie rezygnował. – Nadarza ci się sposobność zrobienia czegoś, co nie tylko cię zainteresuje, ale też może cię pchnąć o kilka szczebli wyżej w karierze zawodowej. Nie pozwolę ci bez zastanowienia odrzucić takiej szansy.
– Nie mogę, Jack. Jak myślisz, ile czasu minie, zanim ktoś zauważy mnie w jego otoczeniu? Jeśli nie rozpozna mnie sam Johns, co jest prawdopodobne. O, nie! – Keshia energicznie potrząsnęła głową.
