
— Nie jestem alkoholikiem — stwierdził z godnością Caswell. — Towarzystwo Szybkiego Transportu nie zatrudnia alkoholików.
— Hm… — Sprzedawca zerknął z niedowierzaniem na nabiegłe krwią oczy Caswella. — Pan, zdaje się, trochę nerwowy! Może przenośny Uspokajacz „Bendix”?
— Też nie dla mnie. Co macie na manię zabijania?
Sprzedawca ściągnął usta.
— Pochodzenia schizofrenicznego czy maniakalno-depresyjnego?
— Nie wiem — przyznał lekko zaskoczony Caswell.
— Właściwie to nie ma znaczenia — powiedział sprzedawca. — Po prostu prywatna teoria. Z mojego doświadczenia w tym sklepie wynika, że rudzi i blondyni są podatni na schizofrenię, podczas gdy bruneci skłaniają się ku psychozie maniakalne-depresyjnej.
— Ciekawe. Od dawna pan tu pracuje?
— Od tygodnia. A oto rzecz, której pan potrzebuje. Pieszczotliwie położył rękę na przysadzistej czarnej maszynie, wykończonej chromem.
— Co to?
— To jest, proszę pana, Regenerator „Rex” produkcji General Motors. Czyż nie ładny? Pasuje do każdego wnętrza, a w środku ma dobrze zaopatrzony bar. Pańska rodzina, przyjaciele, bliscy nie muszą w ogóle wiedzieć…
— Czy to wyleczy z potrzeby popełnienia zabójstwa? spytał Caswell. — Z silnej potrzeby?
— Absolutnie. Proszę nie mylić z małym, dziesięcioamperowym modelem antynerwicowym. To jest dwudziestopięcioamperowa maszyna o wielkiej sile i wytrzymałości, lecząca naprawdę głęboko zakorzenione poważne stany.
— Właśnie ja to mam — stwierdził nie bez dumy Caswell.
— Ta zabawka wszystko z pana wytrzęsie. Duże, silne łożyska oporowe! Ogromne absorbatory ciepła! Kompletnie izolowane! Czułość rzędu ponad…
— Biorę ją — przerwał Caswell. — Od razu. Płacę gotówką.
— Świetnie. Zatelefonuję do magazynu i…
— Sam sobie poradzę — powiedział Caswell, wyciągając złożone banknoty. — Muszę jak najprędzej z niej skorzystać. Wie pan, chcę zabić mojego przyjaciela, Magnessena. Sprzedawca zagadał współczująco.
