Spojrzenie działało też w klasie. Weźmy na przykład pracę domową, kolejną Archaiczną Praktykę, której dyrektorka była bezskutecznie Przeciwna. Nigdy żaden pies nie zjadł pracy domowej żadnego z uczniów panny Susan, ponieważ było w pannie Susan coś, co towarzyszyło im nawet w domu. Dlatego pies raczej przynosił im pióro i patrzył błagalnie, by skończyli odrabiać zadania. Panna Susan posiadała też chyba bezbłędny instynkt pozwalający jej wykrywać lenistwo i pracowitość. Wbrew instrukcjom dyrektorki nie pozwalała dzieciom robić tego, co lubią. Pozwalała im robić to, co sama lubiła. Okazywało się to o wiele ciekawsze dla wszystkich zainteresowanych.

Panna Susan podniosła tekturowy zegar.

— Kto mi powie, co to jest? — zapytała.

W górę podniósł się las rąk.

— Proszę, Mirando.

— To jest zegar, panno Susan.

Panna Susan się uśmiechnęła. Starannie ominęła wzrokiem rękę, którą wymachiwał w górze Vincent, wydający przy tym rozgorączkowane odgłosy „ooo, ooo, ooo, ooo”, i wybrała chłopca siedzącego za nim.

— Prawie dobrze — stwierdziła. — Słucham, Samuelu.

— To jest tektura zrobiona tak, żeby wyglądała jak zegar — powiedział chłopiec.

— Zgadza się. Zawsze starajcie się zobaczyć to, co jest naprawdę. Otóż powinnam teraz nauczyć was odczytywać z tego godziny…

Skrzywiła się z niechęcią i odrzuciła tekturowy zegar.

— Spróbujemy innego sposobu? — zapytała i pstryknęła palcami.

— Tak! — zawołała klasa chórem, po czym westchnęła: — Aach… — kiedy zniknęły ściany, podłoga i sufit, a ławki zawisły wysoko nad miastem.

O kilka stóp od nich tkwiła ogromna, popękana tarcza zegara na wieży Niewidocznego Uniwersytetu.

Dzieci szturchały się nawzajem podniecone. Fakt, że pod ich nogami znajdowało się w tej chwili trzysta stóp świeżego powietrza, najwyraźniej nie wzbudzał w nich niepokoju. Co dziwne, nie były też chyba zaskoczone. Po prostu oglądały ciekawy obiekt. Zachowywały się jak koneserzy, którzy widzieli już dużo takich ciekawostek. Bo widziało się je, kiedy się było w klasie panny Susan.



19 из 315