
Wdowa siedziała w fotelu w salonie. Była całkowicie obojętna, wyglądała jak pasażerka w poczekalni dworcowej.
Również Montalbano usiadł w fotelu. Chwilę potem rozległ się dzwonek. Pani Antonietta poderwała się instynktownie, lecz komisarz powstrzymał ją gestem ręki.
– Galluzzo, idź ty.
Drzwi zostały otwarte, rozległy się głosy, policjant wrócił.
– Ktoś, kto mieszka na szóstym piętrze, chce z panem rozmawiać. Mówi, że jest strażnikiem.
Cosentino był w mundurze, widocznie wybierał się na dyżur.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszło mi coś Uo Iowy…
– Słucham.
– Widzi pan, komisarzu, pani Antonietta, kiedy tylko wysiadła z autobusu, kiedy dowiedziała się, że jej mąż nie żyje. – zapytała – czy został zamordowany. I tak sobie myślę, że gdyby ktoś mi powiedział, że moja żona nie żyje, to o wszystkim bym pomyślał, tylko nie o ty, że ją zamordowano. Chyba że wcześniej brałem taką możliwość pod uwagę. Nie wiem, czy pan rozumie.
– I to jeszcze jak! Dziękuję – odparł Montalbano.
Wrócił do salonu. Pani Lapecora wyglądała jak mumia.
– Czy ma pani dzieci?
– Tak.
– Ile?
– Syna, jedynaka.
– Czy mieszka tutaj?
– Nie.
– Co robi?
– Jest lekarzem.
– Ile ma lat?
– Trzydzieści dwa.
– Trzeba go zawiadomić.
– Zawiadomię.
Gong. Koniec pierwszej rundy. W drugiej to wdowa przejęła inicjatywę.
– Został zastrzelony?
– Nie.
– Uduszony?
– Nie.
– To jak go zamordowali w tej windzie?
– Nożem.
– Kuchennym?
– Możliwe.
Wdowa wstała, poszła do kuchni. Komisarz usłyszał, jak otwiera i zamyka jakąś szufladę. Wróciła, znowu usiadła.
– Niczego nie brakuje.
Komisarz przeszedł do kontrataku.
– Dlaczego pani pomyślała, że ten nóż mógł należeć do państwa?
– Tak sobie.
– Co pani mąż robił wczoraj?
