
Tego dnia pogoda była piękna – wymarzony początek nowego życia. Jak na razie wszystko układało się idealnie. Andy objawił się we właściwym momencie, przez ostatnie dwa i pół roku żyli szczęśliwie, więc nie mogli lepiej wybrać czasu na zawarcie małżeństwa. Ufali sobie i znali swoje oczekiwania, zarówno względem siebie, jak i względem życia. Pragnęli być razem i założyć taką rodzinę, jakie obydwoje mieli. Przez chwilę Dianie wydawało się to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Nadszedł akurat moment, żeby zdjąć suknię ślubną, co uczyniła z najwyższą niechęcią. Wolałaby przedłużyć w nieskończoność miłe chwile, kiedy patrzyła w oczy nowo poślubionemu małżonkowi.
– Wyglądasz cudownie – szepnął, kiedy porwał ją na parkiet do ostatniego walca przed definitywnym rozpoczęciem życia we dwoje.
– Chciałabym, żeby ten dzień nigdy się nie skończył – mruknęła, przymykając oczy i przeżywając wszystko od początku. – Nie pozwolę, żeby się skończył – zapewnił Andy, przytulając ją mocniej. – Ja się nie zmienię, Diano… Nie zapominajmy o tym, gdyby kiedyś miało coś się popsuć między nami…
– Czy to ostrzeżenie? – To miał być żart? – Zamierzasz dać mi popalić?
