Promienieli też, kiedy wsiadali do samochodu mającego zawieźć ich do klubu. Tańce trwały do szóstej po południu i zjawili się tam chyba wszyscy znajomi Diany, nie licząc kilkuset osób, których nie znała. Tak się jej przynajmniej wydawało, gdy musiała wszystkich obtańczyć. Jej siostry wzięły sobie za punkt honoru, aby zatańczyć z wszystkimi braćmi Douglasami, ale ponieważ było ich czterech, a ich tylko trzy – bliźniacy po kolei asystowali Samancie. Podobało jej się to szalenie, a że była od nich tylko o rok młodsza – do końca przyjęcia zdążyli się zaprzyjaźnić. Dianie bardzo zaimponowało, że tylu kolegów Andyego z agencji zjawiło się na weselu. Nawet sam prezes z żoną wpadł na chwilę, co było miłym gestem z jego strony. Szef Diany – redaktor naczelny „Todays Home” – również przybył i zatańczył kilka razy z Dianą i z jej matką.

Tego dnia pogoda była piękna – wymarzony początek nowego życia. Jak na razie wszystko układało się idealnie. Andy objawił się we właściwym momencie, przez ostatnie dwa i pół roku żyli szczęśliwie, więc nie mogli lepiej wybrać czasu na zawarcie małżeństwa. Ufali sobie i znali swoje oczekiwania, zarówno względem siebie, jak i względem życia. Pragnęli być razem i założyć taką rodzinę, jakie obydwoje mieli. Przez chwilę Dianie wydawało się to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Nadszedł akurat moment, żeby zdjąć suknię ślubną, co uczyniła z najwyższą niechęcią. Wolałaby przedłużyć w nieskończoność miłe chwile, kiedy patrzyła w oczy nowo poślubionemu małżonkowi.

– Wyglądasz cudownie – szepnął, kiedy porwał ją na parkiet do ostatniego walca przed definitywnym rozpoczęciem życia we dwoje.

– Chciałabym, żeby ten dzień nigdy się nie skończył – mruknęła, przymykając oczy i przeżywając wszystko od początku. – Nie pozwolę, żeby się skończył – zapewnił Andy, przytulając ją mocniej. – Ja się nie zmienię, Diano… Nie zapominajmy o tym, gdyby kiedyś miało coś się popsuć między nami…

– Czy to ostrzeżenie? – To miał być żart? – Zamierzasz dać mi popalić?



13 из 314