
Andy otoczył ją ramieniem i oboje odetchnęli z ulgą.
– Ach, cóż to był za dzień! – westchnął, opadając na oparcie siedzenia. – I co za wspaniała panna młoda! – dodał, omiatając Dianę zachwyconym wzrokiem.
– Z ciebie też niezły przystojniak! – Uśmiechnęła się do niego. – W ogóle udało się nam wesele.
– Razem z twoją mamą odwaliłyście ładny kawałek roboty. Moi kumple z agencji mówili, że czegoś takiego nie widzieli nawet na filmie. – Rzeczywiście, to wesele cechowała rodzinna atmosfera przesycona miłością, nic nie odbywało się na pokaz. – A twoje siostry przeszły same siebie. Czy wy zawsze tak rozrabiacie, kiedy jesteście razem?
Wiedziała, że ją podpuszczał, więc przyjęła wyzywającą postawę.
– My rozrabiamy? A wy to niby co? Wszyscy Douglasowie dostali dziś małpiego rozumu.
– Nie pleć głupstw. – Andy z udaną powagą usiłował odwrócić się do okna, ale nowo poślubiona małżonka dała mu takiego kuksańca, że zachichotał.
– Co udajesz Greka? Zapomniałeś już, jak we czterech wygłupialiście się z moją mamą?
– Jakoś sobie nie przypominam. – Zrobił niewinną minę, co oboje skwitowali śmiechem.
– Bo za dużo wypiłeś.
– Pewnie tak. – Odwrócił się i porwał ją w objęcia. Pocałunek trwał tak długo, jak długo Andy mógł wytrzymać bez zaczerpnięcia powietrza. Zrobił to w samą porę, bo obojgu zaczynało już braknąć tchu. – O rany, tego mi właśnie brakowało. Nie mogę się już doczekać, kiedy dojedziemy do hotelu i zedrę z ciebie te wszystkie szmatki.
– Mój nowy kostium? – Udała przerażenie.
– Owszem, razem z nowym kapeluszem, chociaż muszę przyznać, że bardzo ci w tym ładnie. – Dziękuję. – Tak sobie gawędzili, trzymając się za ręce, jak to zakochani. Bo też czuli się, jakby zaczynali od początku, chociaż zdążyli już zżyć się ze sobą.
