
– No, nie, o to nie musisz się martwić. Na mojej liście życzeń dzieci figurują na ostatnim miejscu i na razie nie planuję tego zmienić.
– Czego nie planujesz? – wtrącił się Brad, który akurat do nich dołączył i z zadowoloną miną otoczył ramieniem talię żony.
– Rezygnacji z pracy zawodowej. – Pilar na poczekaniu wymyśliła odpowiedź. Zdążyła już ochłonąć po wymianie zdań z matką, a obecność Brada działała na nią uspokajająco.
– A któż się tego po tobie spodziewał? – Brad potoczył dookoła zdziwionym wzrokiem. Nie przypuszczał, że ktokolwiek może w ogóle o coś takiego zapytać. Pilar cieszyła się opinią wyśmienitej prawniczki, w pełni oddanej swemu zawodowi. Nie wyobrażał sobie nawet, aby mogła rzucić pracę.
– Myślałam, że mogłaby dołączyć do grona sędziów – wywinęła się sprytnie Marina Goleni. Zresztą myślała o tym całkiem poważnie. Ktoś ją akurat odwołał, więc Pilar i Brad zostali przez chwilę sami, patrząc sobie w oczy.
– Kocham cię, moja pani Coleman – oświadczył. – Chciałbym móc ci powiedzieć, jak bardzo…
– Jeszcze zdążysz, całe życie przed nami. I ja cię kocham, Brad – wyszeptała.
– Gdybym musiał, poczekałbym jeszcze pięćdziesiąt lat, byle tylko cię dostać.
– Oj, wtedy moja mama naprawdę by się zmartwiła! – Pilar się roześmiała, a ten łobuzerski uśmiech jeszcze ujął jej lat.
– Czyżby twoja mama uważała, że jestem dla ciebie za stary? – Rzeczywiście, był tylko o kilka lat młodszy od swojej teściowej.
– Nie ty, tylko ja. Mama obawia się, że przyjdzie nam do głowy napłodzić niedorozwiniętych dzieci i przysporzyć jej pacjentów.
– Jakie to miłe z jej strony! To ci właśnie powiedziała? – Wydawał się lekko podenerwowany, ale nie chciał, by cokolwiek zakłóciło ten długo oczekiwany dzień w jego życiu.
– Tak. Pani Doktor uznała, że powinna mnie ostrzec.
– No, to nie wiem, czy zaprosimy ją na srebrne wesele! – za groził żartobliwie, całując żonę.
