– Davidzie – zatrzeszczał głos z aparatu. Kanał piętnasty był bardzo źle słyszalny.

– Jesteśmy tu, Ojcze – odparł David z wyraźnym drżeniem.

Eric czuł, że żołądek podchodzi mu do gardła. Jeżeli David się boi, to znaczy, że jest gorzej, niż im się wydaje.

– Jaka sytuacja?

– Jesteśmy otoczeni. Na razie nie było wymiany ognia. – David urwał i zakasłał, żeby jakoś dać upust lękowi. – Obawiam się, że nie mamy innego wyjścia, musimy się poddać.

Na Erica spłynęła nadzieja. Rozejrzał się szybko, wdzięczny, że kryje go ciemność, wdzięczny, że koledzy nie widzą jego ulgi, nie widzą tej jego zdrady. Odłożył broń. Rozluźnił mięśnie. Tak, oczywiście, nie ma innego wyjścia, należy się poddać. To jedyna szansa. Poddadzą się i ten koszmar wreszcie dobiegnie kresu.

Nie pamiętał już nawet, jak długo to trwa. Od wielu godzin huczało na zewnątrz z głośnika. Reflektory zalewały dom oślepiającym światłem. A tam, wewnątrz, aparat warczał głosem Ojca, który wciąż przypominał im o bezwzględnej konieczności zachowania odwagi. Eric pomyślał, że odwagę i głupotę dzieli bardzo cienka linia.

Wtem zdał sobie sprawę, że Ojciec długo nie odpowiada. Zesztywniał, wstrzymał oddech i zamienił się w słuch. Na dworze szemrały liście. Coś się poruszyło albo wyobraźnia płata mu głupie figle. Czyżby wyczerpanie przeszło w stan paranoiczny?

I w tej właśnie chwili Ojciec szepnął:

– Jeśli się poddacie, będą was torturować. – To brzmiało wciąż tajemniczo, choć wypowiedziane zostało miękko, ze spokojem. – Nie pozwolą wam żyć. Przypomnijcie sobie Waco*[*Waco – w stanie Teksas, USA, siedziba sekty Branch Davidian. W lutym 1993 roku agenci ATF zaatakowali ich dom – Mount Carmel Center, oskarżając sektę o nielegalne gromadzenie broni.



4 из 312