
- Ale przecież po tylu latach…
- Skrytka, zamaskowany sejf… Coś takiego mogło pozostać niezauważone, chyba że przeprowadzono generalny remont.
- Gdzie on mieszkał?
- Z notatek wynika, że przy dzisiejszej ulicy Garncarskiej.
Wirde zmienił się na twarzy.
- Widziałem w pokoju syna plan miasta z zakreśloną Garncarską! Jednak w tych notatkach są tylko jakieś znaczki i skróty.
- To stenografia. Potrafię to odczytać - uspokoiłem go.
- Co teraz? - zapytał bankier, zaciskając zęby.
- Teraz trzeba będzie ustalić, kto zainteresował się badaniami pańskiego syna, ale to już moje zadanie.
* * *
Z przestudiowanych w kawiarni notatek wynikało, że mieszkanie Alchemika znajdowało się na trzecim piętrze wybudowanej w 1910 roku kamienicy. Nie było żadnego problemu z lokalizacją - porównując pochodzący z 1925 roku plan Krakowa ze współczesnym, potwierdziłem prawidłowość ustaleń młodego Wirdego. Pozostawała natomiast inna kwestia - musiałem się jakoś tam dostać i nadać pozory legalności przeszukaniu mieszkania. Postanowiłem pojechać na uczelnię i złapać Davidoffa, zanim skończy zajęcia. Być może jego kontakty były nieco skromniejsze od tych, jakimi dysponował Don Corleone, ale nie sądziłem, aby różnica była zbyt wielka. Po drodze wstąpiłem do dziekanatu upewnić się, czy Davidoff ma dziś wykłady.
Rektor wraz z grupką kilku profesorów wymieniali żarty z sekretarką dziekana, posągowych kształtów brunetką pod czterdziestkę.
- Pani Marysiu, profesor Davidoff jest na uczelni? - spytałem, przekrzykując gwar.
- Jest. Sam-Pan-Wie-Kto też jest - odparła ze złośliwym uśmieszkiem. - Szukała pana.
W geście udanego przerażenia chwyciłem się za głowę. Sekretarce chodziło o wyjątkowo głupią i namolną studentkę, która koniecznie chciała odegrać rolę mojej femme fatale. Nie popierałem tego planu. Wspominałem, że na dodatek była jeszcze brzydka?
