- Słucham - powiedziałem dużo cieplejszym tonem.

Byłem winien profesorowi niejedną przysługę i nie miałem nic przeciwko, aby spłacić choć część długu.

- Nazywam się Karol Wirde. Chciałbym…

- Ten Wirde od Commerz Bundes Banku?

Zapadła nieprzyjemna cisza. Najwyraźniej pan Wirde nie docenił mojej szczerości.

- Tak - powiedział wreszcie. - Jestem jednym z ważniejszych udziałowców tej… instytucji. Może to dobrze, że pan zapytał, w ten sposób wyjaśniliśmy sprawę mojej wypłacalności.

- Chodzi panu o badania historyczne, a może genealogiczne? W zasadzie nie zajmuję się tym na zlecenie osób prywatnych, jednak dla profesora…

- Nie - teraz on mi przerwał.

Wyszło mu to całkiem nieźle, widać było, że ma wprawę.

- Chodzi mi o kwestie kryminalne, mające prawdopodobnie związek z pana specjalnością jako historyka.

- Którą? - zapytałem odruchowo.

- Myślę o polskich służbach specjalnych z okresu międzywojennego.

- Tak?

- Mój dziadek był współpracownikiem kontrwywiadu w tym okresie. Rozpracowywał nielegalne organizacje terrorystyczne, głównie komunistów. Mój syn zainteresował się pewnymi dokumentami dotyczącymi kilku prowadzonych przez niego śledztw. Robił notatki, z których wynika, że część tych dokumentów nagle zniknęła z jednego z warszawskich archiwów. Dwa dni później został zamordowany.

Milczałem przez chwilę. Nie miałem najmniejszej ochoty wdawać się w coś takiego. Niektóre sprawy rzucały długi cień.

- W jaki sposób zginął? - spytałem wreszcie.

- Wpadł pod pociąg.

- Został zepchnięty na tory?

- Nie. Świadkowie twierdzą, że stanął naprzeciwko pociągu pospiesznego, dokładnie pośrodku torów, i dał się przejechać… Po prostu stał i patrzył na zbliżającą się lokomotywę. Maszynista próbował hamować, ale nie miał szans… Policja podejrzewała, że syn był pod wpływem narkotyków, lecz specjalistyczne badania nie wykryły żadnych śladów po tego typu środkach.



3 из 278