
- Chyba was zostawię - powiedział słabym głosem rektor. - Mam kilka spraw do załatwienia. Ale jeśli chodzi o strofowanie swego promotora, to ma pan w tej kwestii moje całkowite poparcie, doktorze - zakończył niespodziewanie.
Po chwili zostaliśmy w gabinecie sami. Davidoff rozlał po lampce koniaku i podsunął mi moją porcję z niewyraźnym pomrukiem. Nie zapytał, czy życzę sobie alkoholu. Najwyraźniej także uznał, że przekroczyliśmy pewne granice.
- Możemy porozmawiać o twoim problemie - zaproponował.
- Moim problemie?! To pan mało nie zarobił kosą pod żebro!
- O twoim problemem związanym z niemal całkowitym brakiem empatii - ciągnął niewzruszonym głosem. - Niedostatkach inteligencji emocjonalnej i…
Przerwałem profesorowi gwałtownym gestem.
- O czym pan, do licha, mówi?! Ja tylko chciałem, aby trzymał się pan z daleka od takich sytuacji jak na tym parkingu.
- A niby z jakiej racji miałbym słuchać twoich sugestii? Może chcę zrobić wrażenie na dziewczętach? - W oczach Rosjanina pojawiły się wesołe błyski.
- Nie jest pan aż tak głupi! - warknąłem.
Twarz mojego rozmówcy stężała, stała się chłodna.
- Może mniej protekcjonalnie, Jasiu? - zaproponował.
Zagryzłem wargi - takim tonem, jak mój przed chwilą, nie odważył się odzywać do Davidoffa nawet rektor. Mimo wszystko nie usłyszałem zdawałoby się nieuniknionego „panie doktorze”. Tak jakbym uzyskał nowy status, status upoważniający mnie do dużo większej niż wynikałoby to z oficjalnych układów bezceremonialności.
- Mam rozumieć, że troszczysz się o mnie? Bo specjalnie tego po tobie nie widać. Ciskasz się tylko i warczysz niczym nastolatek niemogący sobie poradzić z trudnym dzieciństwem - dodał nieco łagodniejszym tonem.
Nie miałem pewności, czy Davidoff mnie podpuszcza, czy mówi poważnie, wiedziałem, że wśród profesorów jest niewielu naiwnych, bardzo niewielu… Jednak zdarzenie na parkingu uświadomiło mi rolę profesora w moim życiu, przełamało barierę, która nie pozwala mi zwierzać się obcym. Rzeczywiście miałem braki w dziedzinie wyrażania emocji i nie wzięły się one znikąd. Zacząłem mówić o sprawach, o których nie rozmawiałem z nikim z wyjątkiem wujka Maksa.
