- I co tam będę robił? Po tej konferencji?

- Pozwiedzasz sobie Arbat, obejrzysz Kreml. - Rosjanin nie wyglądał na specjalnie przejętego moimi uwagami. - Aha, pojedziesz samochodem z Antonem.

- Samochodem?! Przecież to potrwa kilka dni dłużej!

- I tak nie masz tu nic do roboty. Wrócić możesz zresztą samolotem. Anton musi coś przewieźć do Rosji, a samolotem byłoby trudno. A i ty, skoro weźmiesz tę alchemiczną wódkę…

- Wódkę do Rosji? To jak drzewo do lasu albo kokainę do Kolumbii.

- No, no… nie bądź skąpy - napomniał mnie Davidoff. - Sam wiesz, że musisz nawiązać przyjacielskie kontakty z odpowiednimi ludźmi.

Odchrząknąłem niepewnie. Parę miesięcy temu zmieniło się kierownictwo polskich resortów siłowych. Decydenci poszli wreszcie po rozum do głowy i postanowili skorzystać z ogromnego doświadczenia bojowego naszych wschodnich sąsiadów w dziedzinie zwalczania terroryzmu. Struktury antyterrorystyczne na świecie tworzyły coś w rodzaju międzynarodówki i współpracowały ze sobą, nie zwracając specjalnej uwagi na różnice polityczne. Z nieznanych mi przyczyn zostałem wyznaczony do nawiązania bliższych kontaktów ze Specnazem, choć moje związki z polskimi siłami specjalnymi były dość luźne. Oczywiście nie byłem jedyną, czy nawet najważniejszą osobą, która miała działać w tym kierunku, ale, tak czy owak, nałożono na mnie pewne zobowiązania. Niestety, sprawa nie była łatwa, po obu stronach istniały pewne przeszkody i czysto biurokratyczna niechęć do całego przedsięwzięcia.

- Więc myśli pan, że jeśli ich poczęstuję tą wódką… - zawiesiłem głos.

- Na pewno zwiększą się szanse na to, że cię wysłuchają - odparł Davidoff. - Nie chodzi o to, że ich przekupisz, jednak przywożąc prezent, okażesz szacunek, a to się liczy.



53 из 278