Kiedy przygotowywałem swój doktorat do publikacji, odłożyliśmy do osobnej teczki materiały, których ujawnienie mogłoby skrzywdzić żyjących jeszcze ludzi bądź stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Czy miało to sens w przypadku archiwaliów sprzed dziesiątków lat? Nawet tych opatrzonych gryfem Ściśle Tajne? Jak mówiłem, niektóre sprawy rzucają długi cień. Wszystkie te dokumenty umieściliśmy w czerwonej kartonowej teczce.

- Hm…

- Chodzi o sprawę Alchemika - powiedział ostrożnie Davidoff.

Kryptonimem „Alchemik” oznaczono w aktach osobę, która wniosła wyjątkowy wkład w działalność polskich służb specjalnych. Znajdowane tu i ówdzie aluzje pozwalały domniemywać, że to właśnie pomoc Alchemika zadecydowała w dużej mierze o zwycięstwie w wywiadowczej walce ze wschodnim sąsiadem.

- Mówi pan profesor, że to… wypłynęło teraz? - wyjąkałem.

- Tak.

- Wydaje mi się, że trzeba by zawiadomić ABW, albo… Usłyszałem wyraźne zgrzytnięcie zębów.

- Szanowny panie doktorze, gdybym sądził, że jakaś instytucja może rozwiązać ten problem, nigdy nie wysyłałbym ojca ofiary do pana. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że…

- Chwileczkę, panie profesorze, muszę pomyśleć… W słuchawce zapadła cisza.

- Nawet gdybym się tego podjął i udźwignął ciężar tej sprawy w aspekcie historycznym czy archiwistycznym, to pozostaje jeszcze sfera kryminalna… - zacząłem.

- Był pan przecież w wojsku.

- Tak, w kwatermistrzostwie. Specjalność: MPS.

- Co to takiego? - zapytał z autentyczną ciekawością Davidoff.

- Materiały Pędne i Smary. Gdyby pan profesor był zainteresowany, ile ropy spala czołg w warunkach bojowych, albo chciał go zatankować, to trafił pan na właściwego człowieka, jednak…

- Zawsze podziwiałem twoją skromność, Jasiu - stwierdził ponownie życzliwym tonem mój rozmówca. - Słyszałem coś mimochodem o twoim… ekhm… harcerskim epizodzie.



7 из 278