
- Hm…
- Chodzi o sprawę Alchemika - powiedział ostrożnie Davidoff.
Kryptonimem „Alchemik” oznaczono w aktach osobę, która wniosła wyjątkowy wkład w działalność polskich służb specjalnych. Znajdowane tu i ówdzie aluzje pozwalały domniemywać, że to właśnie pomoc Alchemika zadecydowała w dużej mierze o zwycięstwie w wywiadowczej walce ze wschodnim sąsiadem.
- Mówi pan profesor, że to… wypłynęło teraz? - wyjąkałem.
- Tak.
- Wydaje mi się, że trzeba by zawiadomić ABW, albo… Usłyszałem wyraźne zgrzytnięcie zębów.
- Szanowny panie doktorze, gdybym sądził, że jakaś instytucja może rozwiązać ten problem, nigdy nie wysyłałbym ojca ofiary do pana. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że…
- Chwileczkę, panie profesorze, muszę pomyśleć… W słuchawce zapadła cisza.
- Nawet gdybym się tego podjął i udźwignął ciężar tej sprawy w aspekcie historycznym czy archiwistycznym, to pozostaje jeszcze sfera kryminalna… - zacząłem.
- Był pan przecież w wojsku.
- Tak, w kwatermistrzostwie. Specjalność: MPS.
- Co to takiego? - zapytał z autentyczną ciekawością Davidoff.
- Materiały Pędne i Smary. Gdyby pan profesor był zainteresowany, ile ropy spala czołg w warunkach bojowych, albo chciał go zatankować, to trafił pan na właściwego człowieka, jednak…
- Zawsze podziwiałem twoją skromność, Jasiu - stwierdził ponownie życzliwym tonem mój rozmówca. - Słyszałem coś mimochodem o twoim… ekhm… harcerskim epizodzie.
