
Pozdrawiam z ozdrowieńczym przeświadczeniem,
że skoro w życiu liczę się tylko chwile,
to i szczęściu można powiedzieć czasami dobranoc,
MD
PS Znalazłam, a właściwie odnalazłam, na okoliczność tego maila bestsellerowa książkę amerykańskiej seksuolog dr Ruth Westheimer „Niebiańska przyjemność – miłość i seks w kulturze żydowskiej”. Autorka przekonuje, że o przyjemnościach, jakie możemy czerpać z seksu, warto poczytać w Starym Testamencie. Dowodzi także, że Bóg był najlepszym terapeutą w sprawach seksu, a Biblia to wręcz podręcznik lepszej miłości. Swoje pozornie tylko obrazoburcze poglądy Westheimer tłumaczy m.in. tym, że w żydowskiej religii seksualizm nigdy nie był postrzegany jako grzech. Natomiast zawsze dopatrywano się w nim wartości pozytywnych, cementujących rodzinę i tak zwane pożycie małżeńskie. Poprzez odpowiednio dobrane cytaty i ich interpretacje pani doktor udowadnia, że judaizm nigdy nie zabraniał uprawiania seksu, a tym bardziej nigdy nie zakazywał rozmów o nim. Dlatego według Westheimer na każdym stoliku nocnym, w każdym najbardziej nawet podrzędnym amerykańskim hotelu leży przy łóżku Biblia. W każdej chwili można z niej skorzystać. Pani seksuolog w czasie swej wieloletniej praktyki także często sięgała po Stary Testament. Nigdy również nie miało dla niej znaczenia wyznanie zgłaszających się pacjentów. Nigdy nie zauważyła, aby inne problemy mieli protestanci a inne katolicy czy muzułmanie. Chociaż gdy Żydówka zwierzy się rabinowi – pisze Westheimer – że nie układa się jej seksualne pożycie z małżonkiem, to może, bardziej niż teoretycznie, liczyć na rozwód. Katoliczka takich ułatwień nie ma. W innych religiach seks często wychodzi poza ramy prokreacji i domaga się przede wszystkim przyjemności. Ten więc, kto będzie czytał Biblię, ma małe szanse na nabawienie się seksualnej neurozy. W konsekwencji Westheimer tak interpretuje pierwsze zdanie Księgi Genezis: Na początku było słowo i brzmiało ono seks. Dodając przy okazji, że słowo seks powinno być używane wymiennie ze słowem poznanie.
