
Pozdrawiam,
MD
Frankfurt nad Menem, poniedziałek wieczorem
Domagalik nie chce „wyprzedzać mężczyzny”! Coś takiego! Nie sądzi Pani, że odkrusza tym stwierdzeniem duży kawałek fundamentu z piedestału, na którym Pani stoi? Wydawało mi się, że kobiety takie jak Pani już na pierwszym spacerze wiedzę, co powinny dostać i gdy tego nie dostają, biorą to sobie same? I dopiero wtedy mówią „adieu”.
Bardzo miło mnie Pani zaskoczyła. Tym bardziej, że ten piedestał ustawiły dla Pani głównie media i mężczyźni mediów. Może tylko po to, aby z dołu zobaczyć, jaką nosi Pani bieliznę. Jestem podobnie jak Pani za równouprawnieniem kobiet, ale jednocześnie jestem także za podziałem ról przypadających mężczyznom i kobietom. Podobnie jak Pani uważam, że inicjacja pierwszej bliskości powinna wyjść ze strony mężczyzny. Tak jest naturalnie, bowiem – poza nielicznymi wyjątkami – tak to ustawiła ewolucja. Sufrażystki wychodziły wprawdzie na ulice z antyewolucyjnymi hasłami na sztandarach, ale tylko się tym ośmieszały. Demonstracjami nie zmieni się chromosomów.
Nie jestem znawcą kobiet. Pani zaskoczenie jest nieuzasadnione. To dziennikarze w recenzjach „Samotności w Sieci” zaczęli posługiwać się tym terminem, a po wydaniu „Zespołów napięć” przykleili mi tę etykietę na stałe do czoła. Moje usilne starania, aby ją zdrapać, nie przynoszą na razie większego skutku. A chcę ją zdrapać, bo po pierwsze – niestety – nie należy mi się, a po drugie, mam uczucie, że tzw.
