Narażanie go na jazdę zatłoczonym autobusem było absolutnie wykluczone. W odwiedzanych planowo miejscach nie działo się kompletnie nic, drzwi do mieszkań nieżywych osób wyglądały zupełnie zwyczajnie i żadnych odkryć nie udało się dokonać. Nieco rozczarowani i odrobinę zniechęceni dotarli wreszcie tu, na Okęcie. Zadowolony był tylko Chaber, na którym spacer przez pół miasta nie zrobił żadnego wrażenia. Kręcił się i myszkował dookoła swojej pani, z zainteresowaniem obwąchując teren.

Pawełek wolnym krokiem wyszedł z budynku i zbliżył się do siostry.

– Ktoś tam jest w mieszkaniu, bo gra radio i coś słychać – zaraportował. – Z tego wynika, że nie mieszkał sam, jakaś żywa osoba została. Co teraz?

– Teraz musimy zacząć wracać, żeby zdążyć na kolację o jakiejś ludzkiej godzinie – odparła Janeczka. – Ciemno się już zrobiło. Ktoś grzebie w śmietniku.

Pawełek usiadł na murku obok niej.

– Głodny jestem potwornie. W dalszym ciągu nic z tego nie wiemy. Może powinno się dzwonić do drzwi i zaglądać do środka?

– Nie wiem. Uważam, że trzeba się zastanowić…

Przez chwilę siedzieli w milczeniu, obserwując kręcącego się wokół psa. Słońce zaszło już dawno, mrok zapadł, w oknach paliły się światła. Chaber to pojawiał się w jaśniejszych miejscach, to znikał w cieniu. Ludzie przechodzili dość rzadko, chwile największego ruchu już minęły.

Pawełek nagle jakby się przecknął.

– Co mówiłaś? – spytał z lekką niechęcią. – W jakim śmietniku?

Janeczka gestem brody wskazała obrośniętą dzikim winem ażurową ściankę, odgradzającą pojemniki ze śmieciami.

– W tamtym, tam. Przyszedł z ulicy i nic nie niósł. Wlazł do środka i grzebie.

– Obszarpany?

– Właśnie nie. Całkiem normalnie wyglądał. I nie pijak. Pawełek poczuł cień zainteresowania.

– Okropnie to wszystko męczące! – westchnął, nie odrywając oczu od ukrytego w zieleni śmietnika. – Czy oni nie mogliby poumierać w jednej okolicy? A nie tak, w Śródmieściu, na Żoliborzu, na Mokotowie, na Okęciu… Dobrze chociaż, że nie na Pradze.



7 из 254