– Śmietnik jak śmietnik – powiedział Pawełek. – Pojęcia nie mam, czego mógł tam szukać…

– Ja wiem – przerwała Janeczka. – Już zgadłam, o co mu chodzi, teraz musimy sprawdzić, gdzie mieszka.

– O co?

– O rzeczy po nieboszczykach. To co ludzie wyrzucają, jak ktoś umrze. Szuka tego. Rupiecie, książki, albo coś innego, jeszcze nie wiem dokładnie… Pojedziemy za nim.

– Nie zdążymy na kolację.

– Która godzina? Dziesięć po siódmej? Zdążymy, w ostateczności dośledzimy go do połowy drogi. Półgłówek, nie mógł się pokazać trochę wcześniej?!

Kolacja w domu państwa Chabrowiczów była jedynym posiłkiem, na który należało zdążyć koniecznie. Śniadanie jadło się w pośpiechu, obiad wypadał każdemu o innej porze, a czasem także w różnych miejscach, kolacja natomiast była ustabilizowana i matka stanowczo życzyła sobie widywać przy niej swoje dzieci. Spóźnienie się bez istotnego powodu i bez uprzedniego zawiadomienia nie wchodziło w rachubę.

Czesio wsiadł do autobusu 172, rodzeństwo wsiadło za nim. Autobus był doskonały, dojeżdżali nim w pobliże domu, ale nie wiadomo było, jakie są zamiary przeciwnika. W napięciu czekali, co zrobi.

Czesio wysiadł na Odyńca. Wysiedli również. Czesio skręcił w jedną z małych, bocznych uliczek, a zaraz potem w drugą.

– Byliśmy tutaj – zauważył Pawełek. – To jest ten pierwszy nieboszczyk.

– Głowę daję, że pójdzie grzebać w śmietniku – odparła półgłosem Janeczka.

Czesio nie zawiódł jej oczekiwań. Ukryci w możliwie najciemniejszym miejscu, przytrzymując przy sobie psa, przyglądali się, jak wśród zasobników ze śmieciami błyskało światło latarki. Czesio spenetrował śmietnik porządnie i rzetelnie, po czym wrócił na Odyńca i znów zatrzymał się na przystanku.

– Rany, do domu mamy stąd pięć minut! – westchnął Pawełek z rozgoryczeniem.



9 из 254