
Oczywiście, że zapłaci – pomyślała butnie. Czując nagły przypływ dobrego humoru skręciła na parking przed swoim blokiem i – spostrzegła znajomego jaguara. Za kierownicą siedział mężczyzna.
Ich spojrzenia spotkały się.
A niech to! Leith od razu zauważyła, że jest o coś wściekły. Minęła go i skręciła do garażu na tyłach domu. Jakże chętnie zmieni adres! Był tylko jeden problem: w kadrach Vaseya będzie musiała podać nowy, a wtedy jej pracodawca i tak ją znajdzie!
Wprowadziła wóz do garażu i przez chwilę miała ochotę wejść do domu przez tylne drzwi. Czyżby była aż takim tchórzem? Już nieraz widziała Naylora w ataku furii. Zamknęła garaż, odwróciła się i stwierdziła, że nie musi już nigdzie iść. Naylor stał za nią, wysoki, chmurny i wyglądał raczej niesympatycznie.
Chciała coś powiedzieć, ale uprzedził ją:
– Gdzie byłaś, do cholery? – zapytał, zanim zdążyła otworzyć usta.
Ta jego bezczelność, ta cholerna bezczelność!
– Nie pańska sprawa – rzuciła przez ramię.
– Żebyś wiedziała, że moja! – wybuchnął. – Travis miał roboty na co najmniej trzy tygodnie, ale z twojego powodu musiał chyba pracować jak szalony. Jest już w mieście!
Leith wiedziała dobrze, że ten szalony wysiłek nie był bynajmniej spowodowany myślą o niej i wzruszyła ramionami.
– Pewnie zajrzał, kiedy mnie nie było – oznajmiła beztrosko.
– Nieprawda! Od szóstej siedzę tu i obserwuję wejście.
Wizja dumnego Naylora Massinghama, wysiadującego na czatach przez całą godzinę, wydała się Leith szalenie miła. Tak miła, że omal się nie uśmiechnęła. Powstrzymała się w porę, ale ponieważ on zachowywał się agresywnie, sama też się nie krępowała.
– A co pan tu robi, jeśli wolno zapytać? – syknęła zjadliwie.
– Nie wstydź się… nazywaj mnie Naylorem! – ryknął i wtedy poczucie humoru Leith wzięło górę. Wybuchnęła serdecznym śmiechem, który zaskoczył go całkowicie. Wodził wzrokiem, od jej rozbawionych oczu do ust, z takim wyrazem twarzy, że zaczęła dzielnie walczyć o kontrolę nad sobą, pewna, iż Naylor lada moment rzuci się na nią i udusi. Jednak po kilku sekundach on także dostrzegł komizm sytuacji i… zawtórował jej!
