
– Niech pan go przywiąże, co? – uśmiechnęła się. – Psy mnie nie cierpią – dodała wyjaśniająco.
Shha chwyciła ją za ramię i pociągnęła w stronę chałupy. Wójt złapał psa i oniemiały spojrzał na swoją żonę.
– Widziałaś? Córcia siostrą księżniczki – załamał ręce. – I bogato urodzona teraz.
– Szlachetnie urodzona – poprawiła go.
– No mówię. Tam się muszą nudzić w tych pałacach… jak takie rzeczy wymyślają.
– No – potaknęła chłopka. – Ty, stary, rzadko masz rację. Ale teraz masz.
We wnętrzu chałupy kryło się kilkanaście osób. Shha wskazywała palcem każdego po kolei i określała jakimś imieniem, ale Achaja nie była w stanie tego zapamiętać. Było tam ze czterech jej braci i trzy siostry. Do tego żony dwóch braci, jedna w ciąży, druga już z dwojgiem dzieci. Reszty osób nie była w stanie zidentyfikować. Jednak w przeciwieństwie do starych, młodzi nie mieli żadnych oporów. Zaczęli ściskać dziewczynę, przekrzykiwać się i przepychać. Jakaś dziewczynka wskoczyła na Achaję, zaplatając jej ręce na karku.
– To teraz – zerknęła podejrzliwie – teraz jesteś moją siostrą, jaśnie pani księżniczko?
– Tak – roześmiała się Achaja. – Znasz wojskowy obyczaj.
– To weź mnie do wojska, co?
– A ile masz lat, mała?
Dziewczynka skrzywiła się nagle i przytuliła jeszcze mocniej.
– Trzynaście – skłamała, zawyżając swój wiek co najmniej o połowę.
– Trochę mało, co?
– No ale ty, jako Królowa, możesz kazać, żeby mnie wzięli, nie?
– Nie jestem Królową.
– Siostro… Siostrzyczko… Ja cię tak bardzo proszę! Ja bym też chciała mieć takie suknie jak wy macie. Ja bym była dobra w wojsku. Przecież takiej małej jak ja żaden wróg nie zetnie, bo jestem za mała! I on by ciął za wysoko. Co? Weźcie mnie, co? Co?
Achaja potrząsnęła głową.
– Twoje rozumowanie nie jest pozbawione logiki. Ale… Sześciolatków nie biorą.
– Mam siedem! – wrzasnęła dziewczynka. – Mam siedem! – zmieniła swoją poprzednią wersję.
