
– Potwory wokół – powtórzył Sirius.
– Co? – Zaan podszedł bliżej.
Sirius zerknął na niego, ale nic nie powiedział. Obserwował oddziały zbierające się na pagórkach. Zaan chwycił chłopaka za rękę i odprowadził na tyle daleko, żeby reszta nie słyszała ich rozmowy.
– O co ci chodzi?
Sirius splunął na piasek.
– Co my wyrabiamy?
– Ty znowu swoje? – odpowiedział pytaniem na pytanie Zaan. – No dobrze – zgodził się po chwili. – Jesteśmy potworami. Aaaaaa… a jak nazwiesz człowieka, który zabił nieznanego sobie piekarza w pewnej wiosce w Keddelwach za sześć brązowych? Owdowił jego żonę, osierocił córki? Za sześć brązowych, w tym miska strawy?
Sirius spojrzał mu w oczy.
– Dobrze. Dobrze… Dodaj jeszcze, że jako dziecko dobijałem chłopów, których ranili piraci, powiedz, że zamordowałem szynkarza w… a zaraza wie, gdzie, ponieważ skłoniła mnie do tego jego śliczna żona swoimi wdziękami, ale przede wszystkim dała sutą i ciepłą kolację. Dodaj, że zamordowałem trzech biednych kupców przy moście na trakcie, bo ich kolega się wnerwił, i za to honorarium żyłem prawie pół roku jak pan…
– O szynkarzu i kupcach pierwsze słyszę – uśmiechnął się Zaan. – No i kto tu jest potworem?
– Zaan… Zaan!!! Kurwa! – potrząsnął głową. – Przez te wszystkie lata tutaj, szlag… uczyli mnie różni. Kazali czytać książki. Zaan, szlag! Kurwa! Ja się czegoś nauczyłem.
– Czego?
– To nie jest dobre. To co robimy.
– Och, doprawdy? A czym zajmowali się ci, którzy te śliczne książki dyktowali? Jak myślisz?
