
Annamea potrząsnęła głową.
– Nie ufam Naczelnemu Wróżbicie – powtórzyła dziewczyna.
– No, ale mam dwa potwierdzające się źródła i jedno, które im zaprzecza.
– Przestańmy mówić o polityce – objęła go ramionami. – No chodź.
– Czekaj, na ten list trzeba odpowiedzieć…
Annamea wyskoczyła z łóżka. Wzięła pióro i inkaust.
Była zupełnie goła i stanowiła widok, o którym inni mężczyźni mogli tylko pomarzyć.
– Co napisać, kochanie?
– To nie źródło, ale dezinformacja – cesarz patrzył na jej wypięty tyłek, kiedy pisała na marginesie raportu. – Poślijcie to źródło do… – znowu skupił wzrok na jej kształtnych biodrach – poślijcie to źródło do dupy!
Obejrzała się niby zezłoszczona. Potem spojrzała na swoje pośladki, a chwilę później pochwyciła jego wzrok.
– Dobrze. Napiszę, jak chcesz, ale… – szybko skończyła kaligrafowanie liter z dość specyficznym uśmiechem na twarzy. – Ale i tak ty to musisz podpisać.
Podeszła bliżej łóżka, wypięła się, przyłożyła sobie list do prawego pośladka i podała mu pióro.
– Podpisz. Podpisz list dokładnie na tym, gdzie zamierzasz postać to źródło.
Roześmiał się. Z tym podpisywaniem na miękkiej pupie był pewien problem, ale cesarz nie zawracał sobie tym głowy. Myślał o czymś innym. Kiedy dziewczyna znalazła się na powrót w łóżku, zdążyła tylko szepnąć:
– Czy wszystkie decyzje polityczne zapadają w tak przypadkowy sposób?
– Wszystkie – mruknął, bo był bardziej doświadczony w polityce.
ROZDZIAŁ 2
Malutka wioseczka wydawała się wtulona w las. Z miejsca, gdzie stały, była ledwie widoczna. Niewielka rzeczka, właściwie strumień, wiła się między polami, omijając wzgórze, z którego wąska droga prowadziła wprost do wątłej kładki przerzuconej rad wodą.
– To tutaj? – spytała Achaja.
Shha skinęła głową.
