— Niezupełnie — odparł Compor. — Nadal krążymy wokół słońca odizolowanego od reszty Galaktyki. I nadal znajdujemy się na jej skraju.

— Mówisz bez zastanowienia. O to właśnie chodziło w tym małym kryzysie Seldona. Nie jesteśmy już samotnym światem ograniczającym się do Terminusa. Jesteśmy Fundacją, która obejmuje swoimi wpływami całą Galaktykę i która rządzi nią z miejsca na jej skraju. A może to robić właśnie dlatego, że nie jest odizolowana od reszty w niczym, z wyjątkiem położenia, a to się nie liczy.

— W porządku. Zgadzam się — Compor był wyraźnie znudzony tą rozmową. Zszedł o stopień niżej. Niewidoczna nić napięła się jeszcze bardziej.

Trevize wyciągnął rękę, jakby chciał z powrotem wciągnąć przyjaciela na schody. — Nie widzisz jakie ogromne konsekwencje ma ta zmiana, Compor? Przecież my jej nie akceptujemy. W głębi duszy pragniemy powrotu do starej, małej Fundacji, do spraw jednego świata, do dawnych czasów herosów ze stali i szlachetnych świętych, do czasów, które bezpowrotnie minęły.

— No dalej, mów o co chodzi.

— Właśnie o to. Popatrz choćby na Gmach Seldona. Podczas pierwszych kryzysów, za czasów Salvora Hardina, była to po prostu Krypta Czasu, mała salka, w której pojawiał się hologram Seldona. To było wszystko. A co mamy teraz? Potężne mauzoleum. Może prowadzi do niego pochylnia oparta na polu siłowym? Albo chodnik ślizgowy? A może winda grawitacyjna? Nic z tych rzeczy. Tylko schody, po których wspinamy się, jakbyśmy żyli w czasach Hardina. Tyle, że wtedy nie było tych schodów. W ciężkich chwilach szukamy otuchy i pomocy w przeszłości.

Wyciągnął gwałtownie rękę. — Czy w tej całej konstrukcji widzisz choć jeden metalowy element? Nie ma ani jednego! A dlaczego? Bo w czasach Hardina miejscowego metalu nie było wcale, a importowanego tyle co nic. Użyliśmy nawet do budowy tej bryły tak starego, poróżowiałego ze starości plastyku, że turyści z innych światów zatrzymują się ze zdumieniem i wołają: „Na Galaktykę! Jaki cudny stary plastyk!”. Wiesz, co ci powiem, Compor? Że to oszustwo.



6 из 447