— Równaj! Baczność! W prawo-o patrz! Lecz obserwator nie wysłuchuje mojego raportu, przerywa mi w pół słowa.

— Porywa was akcja, starszy lejtnancie! Tracicie głowę! Jak szczeniak!

Milczę. Uśmiecham się do niego. Jakby w ogóle mnie nie beształ, lecz medal przypinał na piersi. A w nim na widok mojego uśmiechu narasta jeszcze większa wściekłość. Cała jego świta milczy ponuro. Wiedzą majorzy i podpułkownicy, że artykuł 97. kodeksu dyscyplinarnego zabrania besztać mnie w obecności moich podwładnych. Wiedzą majorzy i podpułkownicy, że strofując mnie w obecności moich podwładnych, pułkownik wystawia na szwank nie tylko mój autorytet dowódcy, lecz autorytet całego korpusu oficerskiego bohaterskiej Armii Radzieckiej, w tym także swój własny. A ja jakby nigdy nic. Uśmiecham się.

— Hańba, starszy lejtnancie! To hańba, nie słuchać i nie wykonywać rozkazów!

Ech, pułkowniku, na lufach armatnich powywieszałbym tych, których nie porywa wir walki, których nie upaja zapach krwi. To przecież tylko ćwiczenia, a gdyby w prawdziwej bitwie gąsienice naszych czołgów schlapała prawdziwa krew, wtedy dopiero Azjaci moi dzielni pokazaliby, co potrafią. I nie jest to przejaw ich słabości. To przejaw siły. Nikt pod słońcem nie potrafiłby ich powstrzymać.

— No i jeszcze ten murek! Zburzyliście murek! To jest przestępstwo!

A ja już zdążyłem zapomnieć o tym murku. Wielkie rzeczy. Na pewno już go przez ten czas odbudowali. Ileż to roboty? Przygnać znad zatoki ze dwa tuziny więźniów, w kilka godzin wzniosą nowy murek jak się patrzy.



18 из 317