– Głupia dzikuska! – fuknął mag. – Bełkocze w jakimś barbarzyńskim narzeczu…!

Zauważywszy, że Vanessa bardzo nerwowo spogląda na lufę pistoletu, Kreol odłożył go na bok. To ją nieco uspokoiło. Na Hubaksisa także spoglądała trochę niepewnie, ale bez strachu. Filigranowy dżinn mógłby wystraszyć każdego, ale tylko pod warunkiem, że byłby co najmniej pięć razy większy.

– Niewolniku, przygotuj mi pieczęć Ronowa! – Kreol pstryknął palcami, wyraźnie podjąwszy jakąś decyzję.

– Czy dobrze rozumiem, panie…?

– Bez dyskusji! – warknął mag. Przez lata przebywania z Hubaksisem nauczył się jednego – temu dżinnowi nie wolno pozwalać na zbyt dużo. Natychmiast zapominał, gdzie jego miejsce.

– Słucham pokornie, panie – zasępił się Hubaksis.

Pieczęć Ronowa przypominała nieco skomplikowany schemat elektryczny z dwoma zakrętasami po bokach i dodatkowym kółkiem z lewej strony.

– Wzywam cię i zaklinam, duchu Ronów! – zmęczonym głosem powiedział Kreol. – Spróbuj tylko nie przyjść. Mam umowę!

Umowa, zawarta niegdyś między wielkim magiem a Władcą Demonów Eligorem, nadal działała znakomicie. Demon Ronów zjawił się natychmiast. Był niewysoki, brodaty, miał bardzo grube, wysunięte do przodu wargi i niebieskawe włosy. Mógł jeszcze poszczycić się ziemistą cerą i szorstkimi rękami z kikutami palców.

– Przybywam na twe wezwanie, magu – zadudnił basem Ronów. – Ja, Ronów, demon demonów, zdolny uśmiercać wrogów i uczyć języków, stoję przed tobą, oczekując na rozkaz.

– Naucz tę kobietę prawdziwego języka – rzucił Kreol.

– Proszę sprecyzować rozkaz. – Demon skrzyżował ręce na piersiach. – Prawdziwego, to znaczy jakiego?

– Tego, w którym mówię, ty bezmózgi tworze Lengu! – fuknął mag ze złością.

– Panie… – nieśmiało spróbował wtrącić się Hubaksis.



21 из 189