
Kreol pewnie nie skorzystałby z tej propozycji. Cały czas miał nadzieję jakoś inaczej wybrnąć z kłopotów. Ostatecznie, o tym, że trzeba posłuchać dżinna przekonała go pewna… znajoma. Mieli z magiem wspólne sprawy… A także pewnego rodzaju umowę, choć nieco inną. Wspólna sprawa. Zrealizować jej w starożytnym Sumerze było nie sposób – musieli poczekać co najmniej kilka tysiącleci. Czy warto wspominać, że śmiertelny człowiek, nawet mag, nie ma żadnej szansy, by przeżyć taki szmat czasu?
Przez długie dwa lata pan i jego sługa szykowali się do podwójnego rytuału, po którym obaj powinni pogrążyć się w długim śnie, praktycznie nieróżniącym się od śmierci. Kreol stracił większą część majątku i zamęczył niejedną setkę niewolników, budując grobowiec zdolny przetrwać pięć tysięcy lat – właśnie tyle potrzeba było, by wygasł kontrakt, który Kreol podpisał własną krwią. Dziwnym zrządzeniem losu amerykańska wyprawa archeologiczna odnalazła grobowiec na kilka tygodni przed dniem ożywienia.
Początkowo Kreol zamierzał postąpić na odwrót – Hubaksis miał ożyć jako pierwszy, a dopiero potem obudzić swego pana. Ale potem wrodzona nieufność zmusiła maga do zmiany decyzji – obawiał się nieco, że dżinn naruszy przysięgę i pozostawi go w postaci trupa. Nie, wiedział, że dżinn nie może złamać przysięgi, ale mimo to postanowił dodatkowo się zabezpieczyć.
Nie można powiedzieć, że Hubaksis był jakimś szczególnie cennym nabytkiem. Jak już wspominano, był dżinnem dość żałosnym. Ale dżinn pozostaje dżinnem, nawet jeśli jest tak malutki i słaby. Magiczne możliwości tego narodu wielokrotnie przewyższają ludzkie, dlatego bardzo trudno jest znaleźć dżinna, który nie umiałby wykonać chociażby kilku magicznych sztuczek. Hubaksis nie był wcale taki najgorszy.
