
Clavain pochylił się lekko nad więźniem.
— Rozumiesz mnie? — zapytał, najpierw w norte, potem po kanazyjsku, głównym języku Demarchistów. — Nazywam się Nevil Clavain. Jesteś więźniem Demarchistów.
Świnia odpowiedział, jego przebudowane szczęki i krtań formowały idealne ludzkie dźwięki.
— Wszystko mi jedno, czyim jestem więźniem. Odpieprz się i zdechnij.
— Akurat tych dwóch rzeczy nie mam w planach na dzisiaj.
Świnia czujnie otworzył jedno różowoczerwone oko.
— A kim, do cholery, jesteście? Gdzie tamci pozostali?
— Załoga szypra? Przykro mi, ale nie żyją.
Na tę nowinę świnia nie okazał radości.
— Zabiliście ich?
— Nie. Kiedy weszliśmy na pokład, byli już martwi.
— A wy kto?
— Jak powiedziałem, Hybrydowcy.
— Pająki… — Świnia wykrzywił swe prawie ludzkie wargi w czymś na kształt niesmaku. — Wiecie, co robię z pająkami? Szczam na nich.
— To miłe.
Clavain widział, że to prowadzi donikąd. Subwokalnie poprosił jednego z żołnierzy, by dał więźniowi środek uspokajający i zabrał go z powrotem na „Nocnego Cienia”. Nie miał pojęcia, kogo lub co świnia sobą reprezentuje i jak wpakował się w spiralę końcowego etapu wojny. Dowie się więcej po przetrałowaniu świni. A medmaszyny Hybrydowców cudownie podziałają na świńską powściągliwość.
Clavain pozostał na wrogim okręcie, a zwiadowcy ostatecznie sprawdzali, czy przeciwnik nie zostawił użytecznych informacji taktycznych. Nie było niczego — statkowe magazyny danych opróżniono do czysta. Równoległe poszukiwania nie wykryły żadnych technologii, których Hybrydowcy by dobrze nie znali, ani broni, wartych przywłaszczenia. Standardowa procedura w takich wypadkach przewidywała zniszczenie przeszukanego okrętu, by nie dostał się ponownie w ręce wroga.
