
Statki nadal ulatywały ku gwiazdom. Z roku na rok ilość ich rosła.
Był to czas, kiedy na licznych planetach obcych układów gwiezdnych człowiek po raz pierwszy zatknął jasnoczerwony sztandar Zjednoczonej Ludzkości. Nad sztandarem świeciła żółta tarcza Procjona, wiśniowa — Gwiazdy Kapteina, błękitna — Altaira. Tam zaś, gdzie sztandaru nie można było zatknąć, gdzie atmosfera wiecznie wrzała i burzyła się, wznoszono obeliski. Na nich ryto nazwę statku, który pierwszy osiągnął planetę, i czas, jaki upłynął na Ziemi od Wielkiej Rewolucji.
Część pierwsza
Czarna kurzawa
„Doświadczony czytelnik przeczyta tą historią i wzruszy ramionami — czy warto było się tak przejmować. Wypowie słowa, zdolne zaćmić słońce: Cóż w tym nadzwyczajnego? — Romantycy natomiast zacisną zęby i usuną się na bok”.
Łański nie widział mistrza od sześciu lat. Często zapraszał do siebie uczniów, lecz Łańskiego nie wezwał ani razu. Przed sześciu laty na Gribraltarze mistrz ukończył swoją ostatnią pracę — posąg Marynarza. Łański był obecny przy odsłonięciu. Starzec stworzył wiekopomne dzieło. Zresztą tego się właśnie spodziewano: od czasów Michała Anioła świat nie znał bowiem większego artysty.
Posąg stał na czarnych, zżartych przez ocean skałach. Fale rozbijały się o głazy, strzępy szarej piany wzlatywały ku górze do stóp posągu. Przedstawiał marynarza — młodego jeszcze chłopaka, który patrzył na ocean i czekał na czyjeś rozkazy. Wiatr rozwichrzył mu czuprynę, jak żagiel wydął rozchełstaną koszulę. Wyczuwało się, że pod nim chwieje się pokład, przed nim zaś wyłania się niebezpieczeństwo i że za chwilę coś się stanie. Lecz młodzieniec śmiał się. Wydawało się, że wyzywał ocean: „Hej ty, ruszże się… Uderzaj!.. Zobaczymy, kto kogo!..”
