
Na małej metalowej klawiaturze przy wejściu płonęło czerwone światełko.
– Alarm – ostrzegł Myron.
– Lipny – uspokoił Win. – To tylko światełko. Pewnie ze sklepu internetowego. – Przyjrzał się zamkowi i mlasnął z dezaprobatą. – Taki chłam przy zarobkach zawodowego koszykarza?! – rzekł zniesmaczony. – Równie dobrze mógł tu wstawić zamek ze sklepu z zabawkami.
– A co z ryglem? – spytał Myron.
– Nie jest zasunięty.
Win zdążył wyjąć kawałek celuloidu. Karty kredytowe są za sztywne. Celuloid – używany do tak zwanego celuloidowania zamka – spisywał się znacznie lepiej. Win otworzył drzwi; równie szybko jak kluczem i znaleźli się w holu wejściowym. Podłogę zaścielały przesyłki wrzucone przez otwór w drzwiach. Myron sprawdził kilka stempli na kopertach. Najstarszy był sprzed pięciu dni.
Wystrój wnętrza – miły, pseudorustykalny – utrzymano w stylu Marthy Stewart. Meble z tych, które zwą wiejską prostotą, z wyglądu istotnie proste, lecz horrendalnie drogie. Dużo sosnowego drewna, wikliny, antyków i suszonych kwiatów. W powietrzu unosiła się silna, mdława woń mieszanki kwietnych zapachów.
Rozdzielili się. Win wszedł na piętro do gabinetu, włączył komputer i zaczął przegrywać pliki z dysku na dyskietki. W pokoju zwanym dawniej bawialnią, a obecnie znacznie wznioślej pokojem kalifornijskim bądź salonem Myron znalazł automatyczną sekretarkę. Przed każdą nagraną informacją sekretarka podawała datę i godzinę. Co za wygoda. Nacisnął przycisk. Taśma przewinęła się i zaczęła grać. Już pierwsza wiadomość, według cyfrowego głosu sekretarki nagrana o 21.18 w dniu, w którym zniknął Greg, okazała się trafieniem w dziesiątkę.
– Tu Carla – usłyszał Myron drżący kobiecy głos. – Do północy czekam na kanapce w boksie w głębi.
Trzask.
Myron przewinął taśmę i odsłuchał ją ponownie.
