
— Po nawiązaniu kontaktu, zrobotyzowanie siły pancerne McFee uderzą w kierunku centrum — ciągnął Fetterer — przy wsparciu automatycznej piechoty generała Ongina. Dell przeprowadzi wodorowe bombardowanie odwodów nieprzyjaciela na pozycjach wyjściowych. Ja uderzę kawalerią zmechanizowaną tutaj i tutaj.
Adiutant wrócił i stanął sztywno na baczność.
— Panie generale — powiedział — Ksiądz nie chce odejść. Twierdzi, że musi mówić z panem generałem.
Głównodowodzący zawahał się, zanim powiedział nie. Przypomniał sobie, że to jest Ostatnia Bitwa i że pracownicy kultów mają z tym pewien związek. Postanowił poświęcić temu człowiekowi pięć minut.
— Wprowadźcie — powiedział.
Ksiądz był w zwykłym garniturze dla podkreślenia, że nie reprezentuje żadnej określonej religii, jego twarz wyrażała zmęczenie, ale i determinację.
Panie generale — odezwał się — reprezentuję wszystkich duchownych całego świata: księży, rabinów, pastorów, mułłów i całą resztę. Prosimy pana, generale, żeby nam pan pozwolił wziąć udział w bitwie Naszego Pana.
Głównodowodzący nerwowo zabębnił palcami po pulpicie. Wolał utrzymać dobre stosunki z tymi ludźmi. Nawet on, Wódz Naczelny, może potrzebować słowa wstawiennictwa, kiedy przyjdzie co do czego…
— Chyba pan rozumie moją sytuację? — powiedział Fetterer ze skargą w głosie. — Jestem generałem i mam stoczyć bitwę.
— Ale to jest Ostatnia Bitwa — odparł ksiądz — i powinna to być bitwa ludzi.
— I tak jest — powiedział Fetterer. — żołnierze stoczą ją w ich imieniu.
Duchowny nie wyglądał na przekonanego.
— Nie chciałby pan chyba, żebyśmy przegrali tę bitwę, prawda? Żeby Szatan zwyciężył?
— Oczywiście że nie — mruknął ksiądz.
— Więc nie wolno nam ryzykować. Wszystkie rządy zgodziły się co do tego, prawda? Bardzo pięknie byłoby stoczyć Ostatnią Bitwę siłami ludzkimi. Symbolicznie, można by powiedzieć. Ale czy mielibyśmy pewność zwycięstwa?
