
— O Istoto Ziemi i Ciemności, nakazujemy ci porzucić… — zaczął Galder stanowczym, rozkazującym tonem. Śmierć kiwnął głową.
— TAK, TAK. ZNAM TO WSZYSTKO — powiedział. — PO CO MNIE WEZWALIŚCIE?
— Podobno możesz zajrzeć w przeszłość i przyszłość — wyjaśnił Galder odrobinę ponury, ponieważ lubił wygłaszać tę wspaniałą mowę o przyzywaniu i nakazywaniu. Ludzie uważali, że dobrze w niej wypada.
— TO SZCZERA PRAWDA.
— W takim razie możesz nam wytłumaczyć, co takiego zdarzyło się dzisiaj rano? — spytał Galder. Wyprostował się i dodał głośno: — Nakazuję ci w imię Azimrotha, T’chikela i…
— DOBRA, DOBRA. ROZUMIEM, O CO CI CHODZI — przerwał Śmierć. — A CZEGO KONKRETNIE CHCIELIBYŚCIE SIĘ DOWIEDZIEĆ? SPORO RZECZY ZASZŁO DZISIAJ RANO. LUDZIE RODZILI SIĘ I UMIERALI, WSZYSTKIE DRZEWA TROCHĘ UROSŁY, FALE NA MORZU TWORZYŁY CIEKAWE WZORY…
— Pytani o Octavo — wyjaśnił chłodno Galder.
— O TO? OCH, TO ZWYKŁE DOSTROJENIE RZECZYWISTOŚCI. JAK ROZUMIEM, OCTAYO ABSOLUTNIE NIE CHCIAŁO UTRACIĆ SWOJEGO ÓSMEGO ZAKLĘCIA. A TO ZAKLĘCIE NAJWYRAŹNIEJ SPADAŁO Z DYSKU.
— Chwileczkę. — Galder poskrobał się po brodzie. — Czy mówimy o tym, które tkwi w głowie Rincewinda? Taki wysoki, trochę chudy? O tym, które on…
— …KTÓRE PRZEZ TE LATA NOSIŁ W SWOJEJ GŁOWIE. TAK.
Galder zmarszczył czoło. Po co tyle zachodu? Wszyscy wiedzą, że kiedy umiera mag, wszystkie zaklęcia w jego głowie wydostają się na wolność. Więc po co się męczyć, żeby ratować Rincewłnda? Zaklęcie w końcu samo dopłynęłoby / powrotem.
— Domyślasz się, dlaczego? — zapytał bez zastanowienia. Opamiętał się jednak od razu i dodał szybko: — W imię Yrripha i Kcharli, nakazuję ci i…
— WOLAŁBYM, ŻEBYŚ PRZESTAŁ CIĄGLE TO POWTARZAĆ — mruknął Śmierć. — WIEM TYLKO TYLE, ŻE WSZYSTKIE OSIEM ZAKLĘĆ MUSI ZOSTAĆ WYPOWIEDZIANE NARAZ, PODCZAS NAJBLIŻSZEJ NOCY STRZEŻENIA WIEDŹM. W PRZECIWNYM RAZIE DYSK BĘDZIE ZNISZCZONY.
