
Owszem – równie cierpkim tonem odparła Tiril. – Ale kiedy słuchasz tej charakterystyki… Czy nie brakuje ci w niej jakiegoś określenia?
– Jakiegóż to?
– Nudny. Wiem, wiem, jestem niesprawiedliwa. Erling to naprawdę sympatyczny i pociągający mężczyzna. W porównaniu jednak z Mórim jest tylko cieniem. W dodatku był narzeczonym Carli. Móri jest tylko mój. To znaczy był, bo przecież nigdy już go więcej nie zobaczę. – W jej głosie dało się słyszeć wyraźne drżenie, szybko więc dodała: – Ale dochodzę do następnej części mojej historii.
Tiril opowiedziała o dwóch tajemniczych prześladowcach, którzy usiłowali ją zabić, a później zamordowali jej przybranych rodziców. i o tym, jak duchowieństwo i władze w osobie wójta starały się odszukać Móriego, który w tej sytuacji musiał opuścić kraj. Opowiedziała też Ester o swym nieznanym pochodzeniu, o tym, jak odkryli, że prawdziwa matka Tiril płaciła przez długie lata konsulowi Dahlowi za utrzymanie córki, o lichwiarzu, który znał całą sprawę, i jak konsul Dahl najprawdopodobniej szantażem chciał wyłudzić więcej pieniędzy od matki Tiril i dlatego zginął.
– Choć to ostatnie to tylko nasze domysły – zakończyła Tiril smętnie; broda jej się trzęsła od wstrzymywanego płaczu. – A wczoraj wieczorem ci dwaj o mały włos mnie nie dopadli. We mgle udało mi się wsiąść do łodzi i wypłynąć na morze. Aż tutaj.
Ester przyjrzała jej się zamyślona.
– Doprawdy, niewielki pożytek miałaś z tego amuletu, który dostałaś od swego przyjaciela Móriego. Ale już rozumiem, jak doszło do tego, że dobiłaś do mojej wyspy. Muszę jednak przyznać, że to, co opowiedziałaś, nie bardzo mi się mieści w głowie!
– Wiem! – żałośnie zaśmiała się Tiril. – A najgorsze, że wszystko jest prawdą.
Ester wstała.
– Faktem jest, że ci wierzę, moja droga – rzekła, rozglądając się dokoła. – Jednak nie mam pojęcia, gdzie będziesz spała.
