
Poczuł się lepiej, przetarł palcami powieki i zauważył Gage'a wpatrującego się w niezapalone ognisko.
– Dzień dobry, paniusiu. Cal podszedł do niego, uśmiechając się słabo.
– Nie wiem, jak to podpalić. Pomyślałem, że już pora, ale potrzebna mi rada harcerzyka.
Cal wziął od Gage'a pudełko zapałek i podłożył ogień w kilku miejscach pod suche liście, które wepchnął między gałęzie.
– To powinno wystarczyć. Prawie nie ma wiatru, a na polanie i tak nie ma się co zapalić. Będziemy dokładać w miarę potrzeby, tylko żebyśmy jutro nie zapomnieli porządnie go zgasić, zanim pójdziemy.
– Przepisy przeciwpożarowe. Dobrze się czujesz?
– Tak. Chyba wszystko zwymiotowałem.
– Nie powinienem był przynosić piwa. Cal wzruszył ramionami i przeniósł wzrok na Foxa.
– Nic nam się nie stało i już nie będziemy musieli się zastanawiać, jak smakuje piwo. Wiemy, że smakuje jak siki.
Gage roześmiał się cicho.
– Nie czułem się po nim wkurzony. – Wziął patyk i dziabnął niewielkie płomienie. – Chciałem sprawdzić, czy tak będzie i pomyślałem, że spróbuję z tobą i Foxem. Jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi.
– A jak się czułeś?
– Rozbolała mnie głowa. Nie pochorowałem się jak ty, ale było mi niedobrze. Wypiłem całą puszkę coli i poczułem się lepiej. Dlaczego on pije tego tak cholernie dużo, skoro potem tak się czuje?
– Nie wiem. Gage oparł głowę na kolanach.
– Płakał, kiedy mnie wczoraj bił. Szlochał jak dziecko cały czas, gdy lał mnie tym pasem. Dlaczego ktokolwiek mógłby chcieć tak się czuć?
Ostrożnie, by nie dotknąć ran na plecach przyjaciela, Cal otoczył Gage'a ramieniem. Tak bardzo żałował, że nie wie, co powiedzieć.
– Wyjadę stąd, jak tylko będę wystarczająco duży. Wstąpię do wojska albo złapię robotę na frachtowcu czy platformie wiertniczej.
