
Uważał książki i artykuły Quinn za zabawne. Podobała mu się jej sympatia do małych miasteczek, zaintrygowała pasja, z jaką zgłębiała lokalne opowieści i tajemnice.
Doceniał fakt, że wciąż pisywała do pisma, które dało jej szansę, gdy była jeszcze w college'u. Uznał to za dowód lojalności.
Poza tym na zdjęciu wyglądała naprawdę dobrze z seksowną szopą blond włosów, błękitnymi oczami i śliczną, dyskretną wadą zgryzu.
Fotografia nie oddawała jednak całej prawdy.
Chyba nie jest piękna, pomyślał, nalewając kawę. Będzie musiał dokładniej jej się przyjrzeć, kiedy wreszcie jego umysł przestanie wariować.
Był za to stuprocentowo pewny, że Quinn emanowała czystą energią i – co właśnie zaćmiło mu umysł – seksem.
Ale może to przez jej figurę – której także nie było widać na zdjęciu. Ta pisarka miała naprawdę fantastyczne kształty.
A przecież widział już w swoim życiu sporo ponętnych kobiet i niejedną z nich oglądał nago. Więc dlaczego stał w swojej własnej kuchni, nie mogąc skupić myśli tylko dlatego, że w jego domu gościła atrakcyjna, całkowicie ubrana kobieta? I to znalazła się tu w celach zawodowych.
– Jezu, Hawkins, dorośnij.
– Słucham? Cal podskoczył. Stała za nim Quinn z tym swoim stuwatowym uśmiechem na ustach.
– Mówiłeś do siebie? Ja też tak robię. Dlaczego ludzie uważają nas za wariatów?
– Bo chcą, żebyśmy rozmawiali z nimi.
– Pewnie masz rację. – Odrzuciła grzywę blond włosów. Cal zobaczył, że się nie mylił. Nie była piękna. Pełniejsza górna warga, lekko skrzywiony nos, ogromne oczy nie należały do kanonu urody. Nie mógłby też nazwać jej ładną, to słowo było zbyt proste i słodkie. Milutka – też nie.
Najlepszym określeniem, jakie przychodziło mu do głowy było „sexy”, ale może to znowu wina jego zmąconego umysłu.
– Nie zapytałem, jaką kawę pijesz.
